• Wpisów: 116
  • Średnio co: 18 dni
  • Ostatni wpis: 109 dni temu, 14:41
  • Licznik odwiedzin: 29 793 / 2117 dni
 
berrydream
 
Potknęłam się o własną nogę i upadłam z hukiem na podłogę pełną butelek. Rozbolał mnie nos i miałam wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje. "Czy ja krwawię?" - pomyślałam próbując się podnieść. Kierując wzrok w górę ujrzałam zniekształconą twarz mężczyzny, która w jakiś sposób mnie pociągała. Wyciągnął rękę w moją stronę, ale nie potrafiłam jej złapać. Był blisko i daleko jednocześnie.
-Kurwa. - mruknęłam do siebie odsuwając butelki. W tym momencie dotarło do mnie, jak głośno jest wewnątrz pomieszczenia, w którym się znajduję. Ocknąwszy się, z wielkim trudem podniosłam się, odpychając ręcę mężczyzny, który właśnie chciał mi pomóc.
-Spierdalaj. - rzuciłam cicho wiedząc, że i tak mnie nie usłyszy. Dotarło do mnie, że jestem w swoim własnym mieszkaniu.
-Graaace! - usłyszałam z drugiego pokoju. A może właśnie z tego? - Ale zajebiście!
Spojrzałam w tamtą stronę. Carrie tańczyła na schodach w samej bieliźnie, a wokół niej kilka innych dziewczyn. Zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle je znam, kiedy zdałam sobie sprawę, że to Maggie i jej koleżanka. Wszystkie miały ogromne, czarne oczy.
-Grace. - ponownie usłyszałam swoje imię. Obraz rozmazał mi się, kiedy odwróciłam wzrok.
-Duff? - westchnęłam ledwo łapiąc równowagę. - Co ty tu robisz?
-Zaprosiłaś mnie! Nie pamiętasz? - uśmiechnął się, nerwowo tupiąc w miejscu. - Zatańczymy?
-Ja... Chyba nie najlepiej się czuję. - mówiąc te słowa poczułam niesamowitą falę euforii, która wyostrzyła mi wzrok. Blondyn zmarszczył brwi. Zaczęłam mu się przyglądać - miał dziwna minę, zmęczone oczy, aczkolwiek nadal całkiem nieźle się prezentował. Patrzył na mnie w specyficzny sposób - chyba mu się podobałam. Wybuchnęłam niespodziewanym śmiechem, a on momentalnie się rozchmurzył, łapiąc mnie mocno w pasie. Pachniał dziwnie, głównie papierosami. Mój głód nikotynowy gwałtownie się odezwał, ściskając mnie za wnętrzności.
-Muszę zapalić. - przytuliłam się do niego. - Chodź.
Pociągnęłam go za rękę zadając sobie sprawę, że nie mam papierosów. Na szczęście Michael ogarniał bardziej ode mnie i poczęstował mnie od razu, gdy tylko wyszliśmy. Usiedliśmy na trawie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Jak tam Axl? - palnęłam wybuchając śmiechem. Nie czułam w tej chwili kompletnie żadnego sentymentu.
-Cóż. - westchnął Duff. - Trochę mu odjebało po tym... No wiesz... Wszystkim. Słyszałem, co się wydarzyło. Żeby nie było - nie mam nic do tego i nie zamierzam cię umoralniać.
-Słucham? - zmarszczyłam brwi.
-No, u Maggie. Słyszałem o wszystkim, o tym, że was...przyłapał.
Zaczęłam chichotać.
-Dean mnie przytulił, to wszystko. Coś wam się wszystkim pojebało. - odpaliłam kolejnego papierosa - poprzedniego gdzieś zgubiłam.
-W sumie to było do przewidzenia, że ten psychol coś pomiesza. Maggie wie cokolwiek?
-Nie! - prawie krzyknęłam. - I żeby nie przyszło ci do głowy jej o tym mówić. Dean jej się oświadczył, są już szczęśliwi. Nie ma po co, to nic nie znaczyło. Dawno, nieprawda.
Blondyn przyglądał się mi chwilę po czym objął mnie ramieniem.
-Jak sobie życzysz, księżniczko.
Posiedzieliśmy tak jeszcze przez jakiś czas, dopóki nie zrobiło mi się dziwnie zimno.  Krótki spacer wokół domu był wystarczający, by odczuć zmęczenie. Wolnym krokiem wróciliśmy do domu.
Atmosfera zmieniła się nie do poznania. Większość siedziała na tyłku nic nie robiąc, natomiast Maggie stała i płakała.
-Och, daj spokój! - machnęła ręką na bruneta łkając. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam o co chodzi.
Był tam Dean i robił awanturę Maggie. Dziwne, że nie zauważyliśmy, jak wchodzi.
-Sorry, gołąbeczki, ale może byście sobie odpuścili w moim mieszkaniu? - zaczęłam, ale totalnie mnie ignorowali.
-Zachowujesz się jak jakaś...dziwka! - krzyczał brunet. -Mam tego dosyć! Najpierw nie odbierasz, później coś takiego...
Maggie osunęła się przy ścianie wpadając w histerię. Ja również zaczęłam mieć tego dość. Ludzie, całkowicie zażenowani, zaczęli opuszczać mój dom. Stanęłam za Deanem i stuknęłam go palcem w ramię.
Odwrócił się gwałtownie. Jego oczy tak bardzo błyszczały nienawiścią, że przez chwilę się go naprawdę wystraszyłam. Musiał to zauważyć, bo sekundę po tym odetchnął i spojrzał na mnie czule.
-Przepraszam. - szepnął. Nastała cisza. Dean zamknął oczy i zaczął głęboko oddychać. Wyczuwałam, że za chwilę coś się stanie. Przeszło mi przez myśl, że za chwilę przeprosi wszystkich i powie Maggie o swojej tajemnicy związanej ze mną. Niestety, nic takiego się nie stało.
-Dean, po prostu... - zaczęłam chcąc go wyprosić, lecz przerwał mi gestem.
-Nie, już wychodzę. - doskonale mnie zrozumiał. Spojrzał mi prosto w oczy zrezygnowany, po czym na Maggie z lekką niechęcią. Już miał do niej podchodzić i ją podnosić, kiedy Carrie wypaliła:
-On JĄ kocha. Od dawna.
Wszyscy spojrzeli na nią pytającym wzrokiem prócz mnie - moje oczy wyrażały mnóstwo złości i pretensji. Duff pocałował mnie w policzek i wyszedł. Nastała długa cisza. Dean wstał i się wyprostował wpatrując się w podłogę.
-C-co? - wydusiła Maggie ocierając łzy.
-Dean kocha Grace. Od bardzo dawna. Kiedyś się spotykali, ale ona go nie chciała. No, a potem trafiło na ciebie, nikt nie chciał ci wspominać o przeszłości, no bo i po co, ale teraz wydaje mi się to istotne, a prawdopodobnie nigdy byś się tego nie dowiedziała. No ale! Podobno jesteście dość szczęśliwi, co nie?
-Dean?! - jęknęła Maggie. Widać było, że jest na granicy wytrzymania absolutnie wszystkiego. - Dean, spójrz na mnie!
Ale on nie patrzył, bo zwyczajnie był tchórzem. Wiedział, że nie wyjdzie z tego cało i chyba nawet nie zamierzał próbować.
-Przepraszam. - szepnął tylko i zakrył oczy dłonią. Był zmęczony.
Myślałam, że w tym momencie Maggie zacznie płakać jeszcze bardziej, albo co gorsza, zacznie go bić i histeryzować, robiąc mi z mieszkania jakąś pieprzoną "Modę na sukces", ale ona tylko wstała i w milczeniu zaczęła się ubierać. Dean nawet nie drgnął, pozwolił jej wyjść w spokoju. Carrie z wielkim uśmiechem wzięła resztę butelki z wódką i skierowała się w samotności na górę. Zostaliśmy sami.
Westchnęłam, nie kryjąc ulgi. W końcu nie musiałam niczego udawać, ani grać przyjaciółki. Wiedziałam, że "przyjaźń" z Maggie dobiegła ostatecznego końca i nawet nie było mi przykro z tego powodu. Spojrzeliśmy na siebie biorąc głęboki wdech.
-Napijesz się? - zaproponowałam.            
-Tak.
Usiedliśmy obok siebie na kanapie, wcześniej zrzucając śmieci ze stołu. Włączyłam telewizor i upiłam sporego łyka wina, podając butelkę Deanowi.
-Nie jest ci przykro? - zaczęłam całkiem spokojnie. Mimo całej sytuacji także wyglądał na opanowanego.
-Jest. - westchnął. - Przykro mi, że nie dość, że sam nie czuję się dobrze, to jeszcze ranię innych. Chciałem to przyspieszyć, odizolować się od ciebie zapychając myśli kimś innym. Całkiem się udało... Na początku. Tak jak mówiłem, to nie to samo.
-Długo nie da się siebie okłamywać... - powiedziałam mądrym tonem i uśmiechnęłam się. - To okrutne, ale cieszę się, że nie muszę jej już znosić. Gdy podał mi butelkę po raz kolejny dostrzegłam, jak blisko mnie się znajduje, a jego zapach lekko mnie rozbudził.
-Potrafię grać w nieskończoność. To męczące, ale da się, szczególnie, jeśli nie wyobrażasz sobie bycia samemu. A ja jestem pierdolonym tchórzem.
-Jesteś uzależniony od ludzi.
-Wiem, zawsze to wiedziałem. Nie potrafię żyć bez bliskiej osoby, nawet jeśli ta bliskość jest sztuczna i wymuszona. Taki ze mnie skurwiel.
Uśmiechnęłam się. Chyba go rozumiałam - nie pamiętałam, kiedy ostatnio byłam sama.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków