Wszystkie »

  • Wpisów:115
  • Średnio co: 17 dni
  • Ostatni wpis:323 dni temu
  • Licznik odwiedzin:26 719 / 1990 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Świetnie się bawiąc ani razu nie pomyślałyśmy o złej rzeczywistości. Carrie zaczęła jeść i spokojniej sypiać. Czerpała radość ze spokoju i odcięcia od naszego domu i nieodpowiednich ludzi. Z ciężkim sercem, choć jakby oczyszczone, opuściłyśmy hotel wczesnym rankiem. Z racji, że nie przepadam wstawać tak wcześnie, źle się czułam i marudziłam na każdym kroku.
-A myślałam, że to ja jestem w ciąży. - prychnęła w końcu Carrie tracąc cierpliwość. - Może lepiej przejdź się do lekarza?
Westchnęłam doskonale wiedząc, że w tych sprawach jestem wystarczająco odpowiedzialna i nie muszę tego sprawdzać. Nie chciałabym za nic w świecie mieć matki takiej, jak ja, dlatego nie planowałam dziecka. Postanowiłam jednak wspierać Carrie, by jej maleństwo nie miało spieprzonego życia tak, jak my. Obiecałam sobie, że będę świetną ciocią, choć nie ukrywając bardzo się bałam.
Przez całą drogę zastanawiałam się nad tym, jakie wszystko jest krótkotrwałe. Miałam wrażenie, że każda dobra chwila prędzej czy później wyparuje, a żadna osoba, z którą mamy do czynienia, nie będzie w pełni osobą godną zaufania. Każdy kogo poznałam mnie zranił, włącznie z rodzicami, ale czy ja jestem niezawodna i czy kiedykolwiek byłam? Jak żyć, gdy wszystko się kiedyś kończy? Miałam wtedy wrażenie, że już zawsze będę napiętnowana bólem przemijania. Każda myśl tego typu przychodziła znienacka i bolała niesamowicie. Czy istnieją ludzie szczęśliwi przez większość życia? I jak się cieszyć z życia z myślą, że wszystko się kończy? Ostatnie pytanie wypowiedziałam na głos. Carrie zmrużyła oczy.
-Hm...A czy przypadkiem nie na tym polega życie?
-Na tym, by przez większość czasu cierpieć? To ja podziękuję.
-Wydaje mi się, że własnie dla takich małych, szczęśliwych, drobiazgowych chwil żyjemy. - kontynuowała zupełnie nie słuchając tego, co przed chwilą powiedziałam. - Z resztą... Kto powiedział, że życie w ogóle ma jakiś sens?
Po tych słowach uśmiechnęła się szeroko.
-Cóż. - rzuciłam głupie nic nie rozumiejąc. - Może i tak.
Ostatnią rzeczą jaką pamiętam po tej rozmowie było oślepiające światło, głośny huk i ból w lewej nodze.
Gdy się ocknęłam w szpitalu, byłam szczerze zdziwiona. Obok mnie leżała jakaś starsza pani o włosach białych jak kartka. Trzymała w jednej dłoni różaniec, drugą natomiast miała całą owiniętą bandażami. Szeptała pod nosem jakieś słowa. Niespodziewanie przyłapała mnie na tym, że ją obserwuję.
-Och! - poderwała się prawie z łóżka. - Obudziłaś się w końcu. Tak się cieszę, że nic ci nie jest!
Zmarszczyłam brwi.
-Przepraszam, czy ja panią znam? - starałam się nie zabrzmieć niegrzecznie. Machnęła lekceważąco ręką.
-Zawsze się martwię o innych. - rzuciła. - Poza tym jestem dziś tak szczęśliwa, że pragnę zarażać tym innych.
"No to powodzenia" - pomyślałam. Kto by w ogóle podejrzewał Boga o istnienie przy takim pechu jak mój? Westchnęłam i zorientowałam się, że nie mogę ruszyć nogą. Spojrzałam w dół i ujrzałam gips.
-Cholera... - skrzywiłam się i natychmiast przypomniałam sobie o Carrie. Boże. Dziecko. Przeraziła mnie myśl co by było, gdyby poroniła. Na pewno by się załamała, kto wie, może targnęłaby się na życie? Z drugiej strony czy wszyscy nie odetchnęliby z ulgą? Zaczęłam się zastawiać, czy nie jestem przypadkiem okropna myśląc w ten sposób.
-Musi pani zawołać lekarza! - staruszka drastycznie przerwała mój wewnętrzny monolog. - Kazał dać znać, gdy się obudzisz. Ach, masz niesamowitą urodę.
Parę minut później stał nade mną lekarz. Jak się domyśliłam, miałyśmy wypadek. Niestety, doktor nie chciał mi powiedzieć żadnych dokładnych informacji na temat Carrie, ponieważ jak już ustalili, nie jesteśmy spokrewnione. Dowiedziałam się tylko, że żyje i ma się nie najgorzej, choć ciągle jest w szoku. Obie miałyśmy zostać tam kilka dni, choć niewykluczone, że moja pasażerka nieco dłużej. Pozwolono mi się z nią zobaczyć, ale dopiero następnego dnia.
 

 
Przez dłuższy czas milczenia i słuchania muzyki radiowej Carrie zainteresowała się:
-To jakie to są te miejsca?
-Cóż. Myślałam o dwóch. Są w sumie w tę samą stronę. - zaczęłam. - Jedno to plaża.
-Plaże są tu wszędzie... - marudziła.
-Doskonale o tym wiem i chyba nie robiłybyśmy tyle kilometrów, gdybym chciała zabrać cię na zwykłą plażę? - zerknęłam na nią spode łba. - To plaża, można powiedzieć, zamknięta. To taki jakby ośrodek wypoczynkowy. Kawał plaży mają swój, a dookoła nie ma nic. Małe domki i piasek.
-Może być. - mruknęła. - A to drugie?
-Też niedaleko plaży, ale całkiem innej. Jest tam jakiś klub i hotel. Restauracja. Takie tam.
-Wolę domki.
-Ja chyba też.
-Oby nie było tam dużo ludzi.
-Nie sądzę, w końcu nie ma sezonu na wyjazdy. - uspokoiłam ją.
I rzeczywiście, gdy dojechałyśmy na miejsce, ośrodek był praktycznie pusty. Jedynymi osobami wynajmującymi domek dość daleko od nas (mieszkanka były w dużej odległości od siebie, właściciele wyraźnie stawiali na prywatność) była para starszych ludzi, którzy byli niesamowicie spokojni i nie zwracali na siebie żadnej uwagi.
Gdy zjadłyśmy lekki obiad w pobliskim barze (dość schludnym i tanim, ale niestety z okrojonym menu), postanowiłyśmy pójść popływać. Carrie prawie nic nie tknęła i była całkowicie bez siły – usiadła tylko na plaży owijając się cienkim kocem popijając – o dziwo – sok jabłkowy. Ja natomiast korzystając z tego, że jest dość ciepło, pozwoliłam sobie na wejście do wody.
Była lodowata, ale orzeźwiająca, przez co od razu poczułam się lepiej. Blondynka czasem machała do mnie i nie oszczędzała sobie wyzwisk, co świadczyło o tym, że wyjazd jak na razie można było uznać za udany. Gdy wyszłam z wody rzuciłam się na nią.
-Aaaa! - krzyczała. - Zostaw mnie ty głupia cipo, jesteś cała mokra!
Takim sposobem zaczęłyśmy się ganiać po plaży, dopóki obie nie zagrzebałyśmy swoich stóp w piasku. Wylądowałyśmy na ziemi nie przestając się śmiać. Przez chwilę poczułam się jak dziecko i jestem pewna, że Carrie też.
Do końca dnia nie robiłyśmy nic konkretnego. W końcu blondynka odważyła się pospacerować przy brzegu. Lodowata woda muskała nam łydki, kiedy wpatrywałyśmy się w dal praktycznie się nie odzywając. Nie pamiętam czy kiedykolwiek byłyśmy tak wyciszone i spokojne. A więc warto było się tu wybrać. Gdy wieczorem kładłyśmy się do łóżek widziałam, jak Carrie głaszcze swój brzuch.
Następnego dnia zaczęłyśmy się nudzić, więc próbowałam namówić przyjaciółkę na kolejną zmianę otoczenia.
-Nie wiem czy chce tam jechać. - marudziła. - Tam jest na pewno dużo ludzi.
-Nie możemy całe życie ukrywać się przed ludźmi... - westchnęłam. - Dobre towarzystwo na pewno dobrze nam zrobi.
-Jeszcze nawet nie ruszyłyśmy w tamtą stronę, a ty od razu zakładasz, że będzie tam dobre towarzystwo.
-Jak chcesz, ale sądzę, że może być ciekawie. Jeśli nie, zabierzemy się stamtąd i pojedziemy gdzie zechcesz.
-Do domu.... - wymusiła smutek na twarzy. Wywróciłam oczami.
Ostatecznie się zgodziła. Zabrałyśmy swoje rzeczy, zapłaciłyśmy za domek i wyjechałyśmy przed południem. Późnym wieczorem byłyśmy już na miejscu.
Hotel był trochę droższy niż poprzednie lokum, więc postanowiłam, że zostaniemy tylko na dwie doby. Carrie się ucieszyła słysząc, że niedługo wracamy.
Wynajęłyśmy pokój dla pary – musiałyśmy więc spać razem, ale chociaż było taniej i nie musiałam się martwić, czy starczy nam na obiady. Na szczęście nie były aż tak drogie. Byłam pewna, że gdy wrócę, będę musiała wziąć się za pracę i to od razu. Na myśl o powrocie zrobiło mi się smutno – wszystkie wspomnienia wróciły. Skrzywiłam się – co właściwie mam zrobić? Wyjechałyśmy, żeby pomyśleć, a tymczasem snujemy się bez celu nawet nie rozmawiając o niczym konkretnym.
-Carrie. - zaczęłam, gdy wróciłyśmy po obiedzie do pokoju. - Co dalej?
-Jak to co? - zdziwiła się. - Mówiłaś, że dwie doby i wracamy.
-Nie o tym mówię.. - urwałam.
Spojrzała na mnie z pretensją.
-Nie mam zamiaru o tym gadać.
-Ale musisz coś postanowić... - powiedziałam błagalnym tonem – Nie możesz tak w nieskończoność...
-Zatrzymam je.
-Co? - podniosłam wzrok nie rozumiejąc.
-Dziecko. - szepnęła i dotknęła brzucha. - Jest moje. I nie porzucę go.
  • awatar Gość: Kurczaczki!To jest dobre! Bezsprzecznie masz talent tylko trzeba go oszlifowaĆ warsztatowo, ale to już pikuś bo tego, co już masz w sobie nie da się nauczyć. Polecam 'Po bandzie' Jakuba Winiarskiego - tam masz wszystko, co pisarz powinien wiedzieć. Strona dla Ciebie www.aktualnekonkursy.pl - pisz i wysyłaj. Trzymam kciuki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dean spojrzał na mnie po raz ostatni i wyszedł. Podeszłam do Carrie i objęłam ją nie wiedząc co powiedzieć. Z jednej strony poczułam ulgę, że nie jest to śmiertelna choroba, ale czym dłużej o tym myślałam, tym bardziej zaczęłam zauważać w tym wszystkim poważny problem.
-Co teraz? - zapytałam niepewnie po jakimś czasie.
Odsunęła się ode mnie i przetarła oczy próbując się opanować. Coś mnie ścisnęło za serce.
-Zrobię co zechcesz. - zachęciłam ją. - Jest coś, co mogę dla ciebie zrobić?
-Zabij mnie. - znów wybuchła płaczem.
Po jakimś czasie uspokoiła się. Zrobiłam jej herbatę i usiadłam obok na kanapie.
-W porządku. Usunę. - powiedziała beznamiętnie.
Zamilkłam zastanawiając się jakie to uczucie. Każdy wie, że instynkt macierzyński bywa naprawdę silny, kobiety oddają życie za swoje dzieci. Niełatwo musi być podjąć decyzję o tym, by w ogóle nie urodzić. Nagle zdałam sobie sprawę z tego jak błahe są moje problemy w tym momencie. Być może Carrie naprawdę walczy ze sobą i czuje, że nie będzie w stanie wychować dziecka. Przykro to mówić, ale ja także sądzę, że nie nadaje się na matkę.
Oparła głowę o moje ramię.
-Ale dlaczego to tak cholernie boli? - zapytała załamanym głosem.
-Nie wiem... - odpowiedziałam głupio, lecz zgodnie z prawdą. - Może...Mogłabyś je zatrzymać. Nie myślałaś o tym?
-Przestań pierdolić. Spójrz na mnie. W życiu nie chciałabym mieć takiej matki. Wolałabym zginąć. - próbowała powstrzymać łzy. - Dziecko powinno mieć rodzinę, dom... Boję się, że już jest skrzywdzone... Co jeśli byłoby chore?
Zamilkłyśmy obie. Bardzo chciałam jej pomóc, lecz nie wiedziałam jak. Wtedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł, który z pewnością pomógłby także mnie, więc od razu zabrałam się za realizację.


Gdy spakowałam już wszystkie rzeczy do bagażnika zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle dam radę poprowadzić samochód – w końcu nie robiłam tego tak dawno i to sama nie wiem, czy z powodu tego, iż gdziekolwiek bym się nie poruszała, byłabym pod wpływem jakichś substancji, czy po prostu w jakiś sposób mnie to odrzucało. Westchnęłam wiedząc, że tylko dzięki temu mogę coś zmienić choć na chwilę. To było pewne – potrzebowałyśmy odetchnąć, odizolować się od otoczenia, zmienić je i spędzić czas inaczej niż zwykle.
-Muszę jechać z tobą? - zapytała Carrie ponuro.
-Musisz. Samej cie nie zostawię, a poza tym nie pożałujesz, obiecuję. Wybrałam dwa idealne miejsca. Zdecydujemy w drodze.
Skinęła głową i wsiadła do auta. Gdy ruszyłyśmy poczułam swojego rodzaju ulgę, że opuszczam to miejsce. Uśmiechnęłam się nawet lekko do siebie, a blondynka spojrzała na mnie pytająco.
-Jesteś wariatką. - powiedziała i skierowała swoją głowę w stronę okna.
Czym więcej kilometrów przemierzałyśmy, tym bardziej atmosfera opadała i robiło się spokojniej. Pogoda na szczęście nie była uciążliwa - wręcz idealna do podróży. Włączyłam cicho radio, ale usłyszałam tam Axla, więc od razu je wyłączyłam i zaklęłam pod nosem. Wtedy Carrie po raz pierwszy od dłuższego czasu się uśmiechnęła.
-Co w tym takiego zabawnego? - zapytałam ją zdziwiona.
-Ty to masz pecha. - stwierdziła. - Gdzie nie pójdziesz to i tak albo zobaczysz jego parszywą mordę, albo usłyszysz jego wkurwiający głos. Na twoim miejscu to bym chyba odpuściła sobie życie.
-No dzięki za wsparcie, przyjaciółko. - rzuciłam nie kryjąc ironii. - Parszywą mordę? Myślałam, że ci się podobał. Mało co nie dochodziłaś na jego widok.
-Szkoda, że z nim nie doszłam.
Spojrzałam na nią z oburzeniem.
-Nie musisz mi przypominać, że z nim spałaś!
-E tam, a kto z nim nie spał? - zaczęła chichotać.
-Raczej: a kto z tobą nie spał?
-Hmm, niech pomyślę. - nie przestawała się śmiać. - Dean?
-Ooo, to na co czekasz?
-Nie jest w moim typie... - machnęła ręką.
-Myślałam, że każdy jest w twoim typie.
-Może kiedyś tak było.
-A teraz co? Carrie magiczna przemiana?
-Kto wie... - odpowiedziała i uśmiechnęła się szeroko.
 

 
Następnego dnia wstałam wcześnie w celu poszukania pracy. W tym mieście były dwie opcje dla takich osób jak ja: kelnerka lub striptizerka. O innych pracach można było sobie pomarzyć nawet gdy miało się wykształcenie wyższe. Na nic innego nie było tak wielkiego zapotrzebowania – ludzie chcieli jedynie określonych rozrywek.
Jako kelnerka miałam już jakieś tam doświadczenie, więc byłam pewna swego. Ubrałam się nieco lepiej i umalowałam, choć nie chciałam przesadzić z nienaturalnością. Chciałam już otworzyć, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Wzdrygnęłam się.
To był Dean. Wlepił we mnie swoje czekoladowe oczy i czekał aż się odezwę. Ale ja nie mogłam z siebie nic wydusić. Niby co miałam mu powiedzieć?
-Cześć. - zaczął widząc, że nic ze mnie nie wyciśnie. - Mogę wejść?
-Właściwie to za chwilę wychodzę. - spuściłam wzrok.
-To nie zajmie długo. - powiedział i bez pytania wszedł do środka. Westchnęłam i nie zamykając drzwi oparłam się o ścianę. Odważyłam się na niego zerknąć – zdawał się być zamyślony, jakby nie wiedział co powiedzieć.
Milczeliśmy jakiś czas, po czym zatrzasnął za mną drzwi.
-Dean...
-Nie, nie. - przerwał mi. - Czekaj. Zanim cokolwiek powiesz chcę żebyś odpowiedziała mi na jedno pytanie.
Westchnęłam. Chyba nie miałam wyjścia. Spojrzałam na niego pytająco, a on zrobił kilka kroków w moją stronę.
-Czemu mnie wtedy przytuliłaś?
-Przepraszam.
-Nie przeszkadza mi to. - westchnął.
Odruchowo spojrzałam na niego i spotkaliśmy się wzrokiem. Jego oczy błyszczały i było w nich coś innego niż zwykle. Chciałam zostać i uciec jednocześnie. Bałam się, że dam się ponieść impulsowi i znów rzucę mu się na szyję.
-Dobrze było cię zobaczyć. - kontynuował. - Ciężko mi zapomnieć. Nigdy bym nie przypuszczał, że wciąż będziesz działać na mnie tak samo...
-Teraz masz Maggie. - zebrałam się w sobie. Nie chciałam już tego słuchać, bałam się swoich własnych reakcji. - Ona cię kocha, a ty? Robisz jej krzywdę. Nie jesteście szczęśliwi?
-Jestem, może i jestem. - zastanawiał się chwilę przed odpowiedzią. - Ale nic nie poradzę, że to nie to samo.
-Ranisz ją.
-Prędzej czy później i tak bym to zrobił. Ciągle kogoś raniłem i ciągle nie byłem pewny. Ale z tobą to co innego. Przy tobie jest inaczej. - wziął głęboki wdech. - Tak mi przykro, że zakończyliśmy naszą znajomość kłótnią. Do tej pory tego żałuję i do tej pory mam nadzieję, że gdybym wtedy się opanował, dał ci trochę spokoju.. Widziałem, że jest coś nie tak, a mimo tego nie próbowałem cię zrozumieć.
-Proszę cię. - szepnęłam.
-Nie, daj mi mówić. - zbliżył się do mnie. - Wtedy się poddałem. Wiedziałem, że idziesz do niego i odpuściłem. Poznałem Maggie, która jest naprawdę cudowną kobietą...
-Jest idealna. Niczego jej nie brakuje. Spełnienie marzeń...
-Nie moich. - przerwał mi. - Ale oszukiwałem siebie, próbowałem żyć i zapomnieć. Nieźle mi szło, a później zobaczyłem cię w progu i wszystko co zbudowałem przez te dni bez ciebie runęło. A potem mnie przytuliłaś. Do tej pory w to nie wierzę. Mam wrażenie, że mi się to przyśniło.
Zamknęłam oczy błagając w myślach, by przestał mówić. Każde jego słowo mieszało mi w głowie, jak i w sercu. Miałam dość każdego, a jednocześnie Dean wpędził mnie w pułapkę własnego umysłu, z której ciężko było mi tak po prostu wyjść i dojść do jakichś logicznych wniosków.
Widząc moje zmieszanie dotknął mojej twarzy. Na początku chciałam go odepchnąć i kazać mu się wynosić, ale nie wiedząc czemu nie zrobiłam tego.
-Brakowało mi ciebie. - zsunął powoli i delikatnie rękę z mojego policzka i musnął moją szyję. Odważyłam się na niego spojrzeć po raz kolejny – był wyraźnie zafascynowany tym co robi. Chwilę potem lekko objął mnie w pasie, jakby z obawą, że go odrzucę. Czując jego ciepłe ramiona zaczęłam powoli mięknąć i przylgnęłam do niego odruchowo.
-A teraz odpowiesz mi? - szepnął. - Czemu to zrobiłaś ponownie?
Oderwałam się od niego, więc złapał mnie bardziej zdecydowanie.
-Dobrze, nie odpowiadaj. Tylko nie odchodź.
Potem parę razy pocałował moje włosy. A gdy odetchnęłam na chwilę i przestałam się zastanawiać, pocałował mnie w policzek. Poczułam lekką woń alkoholu i papierosów, a więc sporo musiało go kosztować przyjście tutaj. Na trzeźwo by się nie odważył. To było nawet do przewidzenia zważając na to, jak bardzo dużo dziś powiedział.
A ja wciąż miałam pustkę w głowie i jedyne na co miałam ochotę, to zasnąć w tym cieple. I już nigdy nie podejmować decyzji. I nie myśleć.
Oderwał się ode mnie i spojrzał na moje usta. Z każdą sekundą był o milimetr bliżej. Zamarłam wiedząc, że mu się nie oprę.
A potem ułszałam kroki i odskoczyłam od niego. Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym bólu i niechętnie mnie puścił.
-Powinieneś już iść. - powiedziałam spokojnie i spuściłam wzrok. W tym samym czasie w progu stanęła Carrie.
-Jestem w ciąży. - załkała.
 

 
Wyniosłam Carrie z pomocą jednego z gapiów na zewnątrz. Tam od razu się ocknęła.
-Jedziemy do szpitala. - poinformowałam ją.
-Oszalałaś? Przecież nic mi nie jest... - mówiła spokojnie. - Gorąco dziś i tyle. I nie jadłam śniadania.
-Nigdy nie jadasz śniadań, niby czemu miałabyś nagle z tego powodu zemdleć? Bez dyskusji, dowiemy się czy coś ci jest i wrócimy do domu.
-Ale....ja wiem co mi jest.

Wracając zamówiłam taksówkę. Carrie nadal nie czuła się najlepiej i było to widać gołym okiem. Mimo tego starała się stwarzać pozory całkowicie zdrowej. Podświadomie zaczęłam myśleć o Josephine. Czy Carrie też jest śmiertelnie chora i umrze niespodziewanie? Może nie była zbyt dobrą przyjaciółką, ale myśl o całkowitej samotności mocno mnie przygnębiła. Całą drogę nie odzywałyśmy się do siebie – miała mi wszystko wyjaśnić po powrocie. Ale nie zrobiła tego – od razu pobiegła na górę i zamknęła się w łazience. Znając już ją trochę wiedziałam, że na siłę nic nie zdziałam. Postanowiłam więc dać jej spokój aż sama stwierdzi, że czas się wytłumaczyć.

Z dnia na dzień strach przed Axlem mijał, a zaczęła się pojawiać tęsknota. Chciałam znów zobaczyć jego uśmiech, poczuć jego usta i dotyk na sobie nawet jeśli miałby mnie przelecieć i znów zniknąć. Moje myśli czasem też kierowały się w stronę Deana. Być może to przez to, że nie rozmawiałam z nikim, a Carrie nawet nie schodziła na dół. Zastanawiałam się czy w ogóle coś je.
-Ej? - zapukałam do jej drzwi któregoś dnia. - Zrobiłam obiad. Nie wygląda najlepiej, ale chyba dawno nic nie jadłaś.
Wyjrzała niepewnie i wlepiła we mnie swoje zapłakane oczy. Wyciągnęła rękę po talerz.
-Możesz mi w końcu wyjaśnić co się do cholery dzieje? - zirytowałam się.
-Porozmawiamy jutro... - mruknęła.
-Nie ma jutro, trochę już czekam na wyjaśnienia.
-Zaufaj mi. Jutro. - powiedziała i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Poddałam się więc i postanowiłam trochę posprzątać w mieszkaniu, bo dawno nikt tu nie kiwał palcem, poza tym chciałam przestać myśleć i na koniec dnia paść zmęczona i zasnąć bez problemu. Tak więc zaczęłam od najdrobniejszych szczegółów, a trzeba przyznać, że było co robić – dom był naprawdę duży. Przez chwilę nawet przeszło mi przez myśl, by szukać kolejnej współlokatorki. Szybko wybiłam sobie to z głowy patrząc na to, jaka jest Carrie. Musiałam znaleźć sobie pracę – to było pewne. Postanowiłam się tym zająć jak najszybciej, a najlepiej już jutro. Uśmiechnęłam się do siebie.
Gdy kończylłm myć podłoge w kuchni moja współlokatorka zeszła na dół i usiadła przed telewizorem. Chwilę potem zadzwonił telefon.
-Carrie, odbierzesz? - krzyknęłam. Blondynka niechętnie zsunęła się z kanapy i sięgnęła po telefon.
-Halo... Tak. No... Już daję. - zakryła reką słuchawkę. - Do ciebie. Maggie.
Trochę wystraszona podeszłam do niej.
-Tak? - powiedziałam cicho.
-Cześć Grace. - usłyszałam zimny głos. - Możesz mi wyjaśnić co tak właściwie się stało? Dean mówi, ze nic nie pamięta, a ty od razu zwiałaś. Co to ma znaczyć?
Westchnęłam głośno szukając w głowie jakichś pomysłów.
-Nie wiem. - odparłam. - Naprawdę. Może Dean coś powiedział... Wiesz jaki jest Axl...
-Nie wkurwiaj mnie, na pewno wiesz co się stało! – wyraźnie zaczęła się irytować.
-Przykro mi Maggie, ale nie wiem. Poza tym nie mam z nim żadnego kontaktu. - podniosłam ton głosu starając się być bardziej przekonująca.
-Przepraszam Grace, po prostu strasznie się denerwuję tą całą sytuacją. Dean od tamtej pory stał się strasznie niedostępny. Kiedyś mówiliśmy sobie wszystko, ufaliśmy sobie a teraz... - urwała.
-Rozumiem. Może to chwilowy kryzys. Wiesz jak to bywa w związkach, jesteście ze sobą chyba krótko...
-No trochę już jesteśmy, a kiedyś było inaczej. Jak go poznawałam był taki cudowny...
Zrobiło mi się strasznie głupio, więc pod pretekstem czekania na bardzo ważny telefon i po obiecaniu, że na pewno jeszcze do niej wpadnę na herbatę, zakończyłam tę męczącą rozmowę. Spojrzałam na Carrie.
-Gówniana sprawa.
Westchnęłam i przyłożyłam dłoń do czoła.
-Czemu go przytuliłaś? - zapytała nagle.
-Nie wiem. - odpowiedziałam szczerze i opadłam obok niej na kanapie. - I żałuję, że w ogóle tam poszłyśmy.
-A ja nie. - uśmiechnęła się szeroko. - Fajnie było.
-Jesteś okropna.
-I to bardziej niż myślisz.
 

 
Usiadłam na krześle w kuchni i oparłam się o stolik, analizując to, co właśnie usłyszałam. Wiedziałam, że nie mogę iść do szpitala na spotkanie z Deanem, nie miałam też pewności, że Maggie nas nie widziała. W sumie to chwilowo nie mogłam zrobić nic pożytecznego. A potem pomyślałam o Axlu i wystraszyłam się. Dotarło do mnie, że w każdej chwili może się tu zjawić i...
Zerwałam się do drzwi, by je jak najszybciej zamknąć. Przekręciłam klucz w zamku, rozejrzałam się, czy wszystkie okna mam zamknięte (lepiej dmuchać na zimne), westchnęłam i wróciłam na swoje miejsce. Gapiłam się bez sensu jakiś czas, myśląc nawet o tym, czy czegoś nie zjeść, gdy w oknie zauważyłam sylwetkę. Prawie podskoczyłam ze strachu zważając na to, że jest środek nocy. „Świetne wyczucie” - pomyślałam. To było on.
Podszedł parę kroków w jego stronę. Chyba zorientował się, że zamknęłam drzwi i raczej nie zamierzam ich otworzyć. Mimo tego, że dzieliła nas szyba, bałam się jego i ciężko było mi to ukryć.
Kolejny krok. Nieświadomie cofnęłam się i przyspieszył mi oddech. Przeszył mnie smutnym, zrezygnowanym wzrokiem i przycisnął dłonie do szyby. Wtedy wyglądał niegroźnie, ale czułam, że mu nie ufam. I że już nigdy mu nie zaufam. W jego oczach łatwo było dostrzec iskierkę obłędu - tą, którą tak bardzo w nim kochałam – teraz wywoływała u mnie odrazę. Łzy napłynęły mi do oczu. Tak bardzo nie chciałam płakać, tak bardzo chciałam mieć w końcu spokój...
Zebrałam się w sobie, podeszłam do okna i zasłoniłam zasłony. Położyłam się na podłodze, zwinęłam się w kłębek i oddałam się całkowicie swoim uczuciom. Płakałam cicho i jeśli można tak to nazwać – spokojnie. Nie wiem ile tak trwałam, ale po jakimś czasie zasnęłam. Gdy się ocknęłam, uczucie niepokoju nie mijało. Zrobiłam sobie kawę i usiadłam jak zwykle, gdy nie wiedziałam co ze sobą zrobić, przed telewizorem, gapiąc się bez sensu. Na szczęście trafiłam na odmóżdżający program muzyczny.
W tym samym czasie wróciła Carrie. Kiedy weszła, od razu kazałam jej zamknąć drzwi na klucz, zastanawiając się jak wyjdę z domu do sklepu spożywczego.
-Dobrze. - mruknęła cicho i wolnym krokiem poszła na górę. Nie wyglądała najlepiej, ale nie ma się co dziwić po takiej imprezie.
-Ogarnij się szybko, bo idziemy do sklepu. - rzuciłam w jej stronę.
-Pojebało cię chyba...
-No proszę... Boję się wyjść. - jęknęłam. Trochę się wściekała, ale miała dość tego, że cały dzień za nią chodzę i ostatecznie się zgodziła.
Poszłyśmy spacerem do najbliższego marketu, ledwo pamiętając, żeby wziąć pieniądze. Postanowiłyśmy zrobić tak duże zakupy, by nie musieć w najbliższym czasie wychodzić z domu.
-Ale Grace... Ugotujesz cooooś? - zapytała Carrie siedząc w koszyku - z trudem pchałam go przed siebie.
-Jak zleziesz!
-Wiem, że nic nie potrafisz. - roześmiała się głośno, wprawiając ludzi w zakłopotanie.
-Tak, to prawda. - westchnęłam nie mogąc zaprzeczyć.
-Weźmy dużo czekolady! - zerwała się nagle.
-Przecież nie jesz słodyczy.
-Od dziś jem! Wezmę pięć. - popatrzyła niepewnie i uśmiechnęła się słodko. Od tygodnia nie miała pieniędzy i dobrze wiedziała, że dziś także jestem sponsorem. Po powrocie do domu postanowiłam, że porozmawiam z nią poważnie na ten temat.
-Jedną. - spojrzałam na nią karcąco.
-Trzy?
-Dwie i koniec kropka! - wzięłam z półki pierwsze, lepsze tabliczki i rzuciłam jej na kolana. Zaczęła je oglądać z każdej strony.
-Ale ja nie chce z orzechami... - skrzywiła się.
-Wyłaź! - kopnęłam wózek.
Zrezygnowana podniosła się i wyskoczyła. Zrobiła kilka kroków, odwróciła się, by spojrzeć na mnie wzrokiem szukającym pomocy i zemdlała.
 

 
-Mam dość. Ja idę, jak chcecie to zostańcie. Nie chce mi się tutaj siedzieć Jestem śpiąca i mam dość już tego udawania.... - powiedziałam i odwróciłam się na pięcie, prawie zderzając się z Deanem. W tym samym czasie Carrie zgasiła papierosa i szybko wbiegła do mieszkania. Przeklinałam ją w myślach – na pewno zrobiła to specjalnie. Westchnęłam i spojrzałam na niego.
-Co. - bardziej stwierdziłam, niż zapytałam.
-Nic. - powiedział wzruszając ramionami, nie odrywając ode mnie oczu. - Wyszedłem się przewietrzyć.
-Gdzie Maggie?
-Tłumaczy coś Axlowi.
-No. - mruknęłam. - Dobrze.
Chciałam ruszyć z miejsca, ale coś ciągle mnie zatrzymywało. Ani razu nie spojrzał nigdzie indziej, niż na mnie. W końcu spuścił wzrok i wyjął z kieszeni paczkę papierosów.
-Palisz? - uniosłam brwi ze zdziwienia nie kryjąc nutki ironii. - Ty?
-Popalam.
Uśmiechnęłam się ironicznie.
Tak więc zapaliliśmy, w milczeniu patrząc w dal na ulicę, spoglądając co jakiś czas na siebie, uśmiechając się przy tym sztucznie.
-Jak tam? - zapytałam w końcu bez sensu.
-Dobrze. - odparł. - Chyba.
-Chyba?
-Dopóki się nie pojawiłaś.
-Dean, gdybym wiedziała...
-Nie, przepraszam. To nie miało tak zabrzmieć. - zrobiło mu się głupio. - Po prostu wspomnienia wróciły, wiesz... Było nam chyba razem...nieźle?
-Chyba. - przytaknęłam. - Cóż, jakie to ma znaczenie...
Zgasiłam papierosa. Teraz dopiero było mi niedobrze. Zapragnęłam szybko znaleźć się w swoim łóżku z kubkiem gorącej, mocnej herbaty. Sama. Tylko ja, herbata i łóżko. Żadnych facetów. Żadnej Carrie. Cisza i spokój.
-Wracam. - dodałam.
-Grace, poczekaj! - złapał mnie za ramię. Spojrzałam na niego pytająco.
-Mam nadzieję, że będziesz z nim szczęśliwa.
-Nie będę. I nie jestem. - dodałam natychmiast nie zastanawiając się nad tym. Znów powtórzył moje imię, po czym zrobił krok bliżej w moją stronę. Nie miałam siły się opierać, kiedy spojrzał mi prosto w oczy. Był niesamowicie blisko, poczułam falę gorąca.
Ładnie pachniał. Nie wiedzieć czemu, nie cofnęłam się, a zrobiłam kolejny krok. Teraz dzieliły nas milimetry. „Chcę go pocałować” pomyślałam, ale zachowałam resztkę świadomości i powstrzymałam się przed tym. Naszła mnie ochota by wtulić się w jego gorące ciało i odetchnąć na chwilę. Jego ramiona kojarzyły mi się z bezpieczeństwem, brakiem narkotyków i brakiem jakiegokolwiek chaosu. To też zrobiłam. Przylgnęłam do niego delikatnie, a on nic nie mówiąc, przycisnął mnie do siebie mocniej. Westchnęłam.
Nagle usłyszeliśmy czyjeś kroki. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.
Momentalnie ze stanu błogości i spokoju zrobiłam się wściekła. Spojrzałam na niego z pretensją. Nie wiedząc co zrobić, szybko się stamtąd zabrałam.
Biegłam tak długo, aż zabrakło mi sił. Potem zamówiłam taksówkę.
W domu wzięłam szybki prysznic i tak jak mi się marzyło, robiłam gorącą herbatę. Usiadłam przed telewizorem, bo wiedziałam, że nie dam rady zasnąć tej nocy. Siedziałam tak kilka godzin, nie przestając myśleć o Deanie, kiedy zadzwonił telefon.
-Kurwa, Grace. - to była Carrie. Bełkotała, jakby była niesamowicie pijana - Ale się wkurwisz.
-Co się stało? - westchnęłam.
-Dlaczego pobiegłaś do cholery? Może by się nic nie stało...
-Ale kurwa co się stało? - zaczęłam się robić niecierpliwa. - Gadaj do rzeczy!
-Axl powiedział, że widział ciebie i Deana. - mówiła z trudem. - Tak się wkurwił, że przywalił mu w mordę. Złamał mu nos. Maggie zawiozła go do szpitala. Całowałaś się z nim?
Zaczęłam bezsensownie bluźnić.
-Przytuliliśmy się i tyle!
-No to ten rudy psychol to widział, stwierdził, ze go zdradzasz i wyjebał mu prosto w ryj.
Poczułam się okropnie. Milion myśli przeszło mi przez głowę i sama nie potrafiłam się określić. Zaklęłam po raz setny.
-Boże, Maggie. - wystraszyłam się. - Nie widziała nas?
-Co? Nie, nie.. Maggie była w kuchni jak się całowaliście.
-Przytulaliśmy się!
-No to tak. Była w kuchni. Ja akurat wyszłam za nim od razu. Widziałam jak ten mu jeb w ryj, więc się domyśliłam. A poza tym trochę was podglądałam. A Maggie usłyszała krzyk Axla i wybiegła. A ten już się krwią zalał. No i masakra, Axl pobiegł chyba zaraz za tobą. Nie spotkałaś go?
-Nie.
-To masz szczęście, bo chuj wie co by ci zrobił! Psychol jeden.
-Gdzie ty jesteś w ogole?
-U Maggie. Kazała mi zostać, bo nie mogę się podnieść, he he. - była z siebie zadowolona. - To pomyślałam, że sobie, he, przedzwonię.
-Świetnie. - westchnęłam.
-No aaaa w ogóleee – przeciągała. - Maggie myśli, że się pokłócili po prostu. Wiesz, męskie sprawy.
-To całe szczęście.
-Albo i nie.
-Co masz na myśli?
-No przecież wiadomo, jak Dean szaleje za tobą. Każdy to wie! Tylko nie ona. Teraz nawet Axl już wie! Aż się chce jej to wykrzyczeć.
-Ty lepiej się nie wtrącaj, co? Niech sam jej powie.
-Może. - stwierdziła. - Ja tez okłamuję facetów i fajnie jest! I się nie dowiedzą nigdy!
Zaśmiała się głośno. Odłożyłam słuchawkę.
 

 
Nie bardzo rozumiałam jak to się stało, ze Maggie nie wie o tym, że spotykałam się z Deanem. Musieli się minąć w jakiś sposób w domu. To było prawie niemożliwe, a jednak... Ona nie miała pojęcia o niczym. Zrobiło mi się jej szkoda.
Impreza była tak spokojna i dobrze zorganizowana pod względem jedzenia, że zaczęłam wątpić w obecność alkoholu. W końcu jednak Maggie zrobiła dla nas kolorowe drinki. Wyglądały tak samo dobrze, jak smakowały – Axl wziął łyka i od razu się ożywił. Dean natomiast nawiązał z nim jakąś tam rozmowę – widać, że bardzo się przy tym męczył. Carrie chodziła niespokojnie po pokoju, w końcu skusiła się na kilka orzeszków, spoglądając to na mnie, to na Deana, uśmiechając się głupio. Axl zaczął opowiadać strasznie nudne rzeczy o rynku muzycznym, przez co blondynka zaczęła wywracać oczami i go przedrzeźniać. Nie zwracał na to uwagi, bo znalazł swoich słuchaczy. I tak mijał wieczór, dość spokojnie i po większej ilości alkoholu każdy już był wyluzowany prócz mnie. Nadal sączyłam tego samego drinka, którego dostałam na początku, lecz teraz był już ciepły i naprawdę nie miałam ochoty go pić.
-To pewnie taka trasa koncertowa...– mówił Dean. - To coś niesamowitego. Tyle ludzi przychodzi, żeby słuchać właśnie was.
-Jasne. - uśmiechnął się Axl, machając ręką jakby to nie było dla niego nic ekscytującego i nowego. - Chociaż to się wiąże też z kłopotami.
-Psychofanki?
-Całe mnóstwo. - zrobił dziwną minę. - Niektóre wyjątkowo natarczywe.
Słysząc to wróciłam myślami do kobiety z telewizji, którą obejmował i zaczęłam się zastanawiać z iloma fankami spał będąc w trasie. W tym samym momencie spojrzał na mnie ciepło i pierwszy raz od początku imprezy pocałował mnie w usta. To mnie całkowicie zbiło z tropu. Pewnie robił to specjalnie. Albo może... rzeczywiście mnie kocha.
Uśmiechnęłam się lekko – kątem oka zauważyłam, że Dean wstaje.
-Zaraz wrócę. - mruknął. Maggie trochę zaniepokojona poszła za nim, ja natomiast postanowiłam skorzystać z toalety. Myjąc ręce usłyszałam rozmowę.
-...naprawdę nic.
-Przecież widzę, ze coś ci jest! Proszę, Dean...
-Nic mi nie jest, daj spokój. Trochę się źle czuję. - tłumaczył.
-Mieliśmy być wobec siebie szczerzy, pamiętasz? - mówiła ciszej.
-Kocham cię i przysięgam, że nic mi nie jest. - chyba udało mu się ją uspokoić, poprzez dłuższy czas panowała cisza.
-Jesteś tą jedyną, pamiętaj. - usłyszałam w końcu.
-Kocham cie.
„To mogłam być ja” - pomyślałam.
Ale nie mogłam. Nie chciałam.
Zrobiło mi się wyjątkowo dziwnie słysząc tę rozmowę, jednocześnie cudowną, a z drugiej strony wiedząc, że Dean ją okłamuje. Na początku czułam złość do niego z tego powodu – Maggie potrzebowała w końcu kogoś, kto się nią zajmie. Z drugiej strony zrobiłam mu tyle krzywdy, że zdecydowanie chciał zacząć nowe życie, mimo wszystko.
Ale znów musiał mnie zobaczyć. Na pewno dopadły go wątpliwości i na pewno to zły pomysł, by tu przychodzić.
Gdy usiadłam z powrotem na kanapie w salonie, atmosfera się rozpadła. Maggie uwiesiła się na Deanie, a Axl przestał kontaktować. Pewnie też się naćpał, plus te drinki...
-Idziesz na papierosa? - zapytała Carrie. Najwidoczniej nie wolno było palić w mieszkaniu. Skinęłam głową i wyszłyśmy na dwór. Panował mrok i ciągle było gorąco, lecz chłodny wiatr sprawiał, że nie było to uciążliwe. Pachniało specyficznie. Tajemniczo.
-Dean nie może się opanować. - zaczęła zaciągając się dymem. - To widać.
-No cóż...
-Musi mu być ciężko.
-No raczej. - byłam zdziwiona jej zainteresowaniem.
-Jest ci to obojętne?
-Niezupełnie. - westchnęłam. - Ale jedyne co teraz powinnam, to zostawić go w spokoju i więcej się tu nie pojawić.
-Maggie się obrazi. - uśmiechnęła się.
-Nie zależy mi. - powiedziałam szczerze. - Bardziej się „obrazi” jak się dowie, że sypiałam z jej „ideałem”.
Opowiedziałam jej o rozmowie, którą usłyszałam. Prychnęła.
-Nie ma idealnych ludzi, a on jest tego świetnym przykładem.
-Ale ona go idealizuje. - mruknęłam. - I nie będziemy psuć tej wizji. Każdy zasługuje na chwilę szczęścia. Są chwile, gdy nieświadomość jest sto razy lepsza.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Axl nie dzwonił przez kilka następnych dni, a ja nie miałam do niego numeru, więc czułam się dziwnie i każdy dzwonek do drzwi sprawiał, że miałam mini zawał serca. Któregoś dnia przyszła Maggie, sama nie wiem po co. Nie chcąc być niemiła, będąc trochę samotna (Carrie gdzieś zniknęła) zrobiłam jej herbatę.
-To co tam u ciebie? - zaczęła nie kryjąc szczęścia. Widać, że koniecznie chciała o czymś powiedzieć.
-Dobrze. - odparłam lekko. - A u ciebie?
I tu zaczął się potok słów o tym, jak poznała cudownego bruneta całkiem niedawno w jakimś klubie (tłumaczyła, ze tam nie chodzi, ale akurat tego dnia koleżanka ją namówiła), że jest najlepszym facetem jakiego spotkała w życiu i chce z nim zostać na zawsze. Na pytania jaki właściwie jest, usłyszałam tylko westchnienia i próbę wypowiedzenia jakiegokolwiek słowa.
-Opiekuńczy i dobry. - powiedziała w końcu. - Musisz go zobaczyć, poznać! Możemy wpaść jutro?
-Ehm, no wiesz... - zaczęłam myśleć o tym, że Axl może się pojawić i nie chcę wtedy, by ktoś u mnie był.
-Okej, rozumiem.- była trochę zasmucona. - To może zaproszę was do mnie! O, świetny pomysł. Wpadnij! Możesz z kimś. Z Carrie albo coś. Weźcie wszystkich! Zrobimy sobie imprezę. Wszystko przygotuję, będzie świetnie!
-No cóż.
-No daj spokój, robisz coś w ogóle prócz siedzenia w domu?
Nie robiłam, więc ostatecznie dałam się namówić. Była naprawdę szczęśliwa.

Mój „facet” pojawił się u mnie tego samego dnia wieczorem, przespaliśmy się ze sobą, zaraz potem dostał dziwny telefon i wyszedł. Poczułam się jak przedmiot. I nagle zaczęłam być strasznie zła i przestałam reagować na jakiekolwiek znaki jego, przez które próbował się ze mną skontaktować. A szło mi to z łatwością, ponieważ prawie codziennie ćpałam z Carrie. Opowiedziała mi przy okazji swoją historię życia – spotyka się z Jamesem i jego synem jednocześnie – uważa to za wyjątkowo dobrą zabawę.
-Są tacy podobni! To pociągające. - ekscytowała się. - Oboje są zajebiści w łóżku.
Któregoś dnia zadzwoniła Maggie, żebyśmy przyszli.
-To wpadniecie?
-Carrie! - zawołałam naćpaną blondynkę. - Impreza!
-Ooooo... - zrobiła wielkie oczy i spadła z kanapy.
-Wpadniemy.
Wychodząc natrafiłyśmy na pijanego Axla.
-Grejsi, tęskniłem... - powiedział z trudnością. Carrie wybuchła dzikim śmiechem i ruszyła jako pierwsza. Jakoś tak wyszło, że zabrał się z nami i przez całą drogę trzymał mnie za pośladek, a blondynka za rękę.
Wchodząc do domu Maggie „otrzeźwiałam”, czego nie można powiedzieć po moich towarzyszach. Axl wlazł w butach prosto do jej salonu, Carrie natomiast tupała w miejscu i czekała na mnie w korytarzu, nie puszczając mojej ręki ani na chwilę.
-Przepraszam za nich. - zwróciłam się do właścicielki domu. - Nie wiem co im się dzisiaj stało.
Oczywiście nie załapała tego kłamstwa i westchnęła tylko.
-No trudno. - wzruszyła ramionami. - Zapraszam.
Weszłam do salonu i serce mi się zatrzymało. Ścisnęłam Carrie mocno za rękę, a ona ją puściła. Ustała obok i patrzyła.
-Oto ten cudowny mężczyzna o którym mówiłam. - wskazała. - Dean, poznaj, to moja przyjaciółka Grace.
I znów ujrzałam te czekoladowe oczy, które tak bardzo mnie urzekały mimo wszystkich wydarzeń. Maggie zajęła się czymś w kuchni, wcześniej poznając wyraźnie zainteresowanego nią Axla. Carrie zaczęła oglądać dom z zamyśloną, zerkając co chwila na mnie i na Deana z niedowierzaniem. Wszystko działo się tak szybko, a jednocześnie czas jakby się zatrzymał.
Zostaliśmy tylko my. Stał naprzeciwko i nie robił nic. Jego wzrok przeszył mnie na wylot, poczułam coś dziwnego, coś bardzo...pociągającego. Wyglądał lepiej niż jak widzieliśmy się ostatnim razem. Wyraźnie zapuścił włosy – pasowało mu to idealnie do oczu. Oczy...
Dzisiaj były wyjątkowe chociaż sama nie potrafiłam określić, co takiego w nich jest. Sprawiały, że chciałam patrzeć tylko w jego stronę. Nie wiem ile tak trwaliśmy. Żołądek mi się wywrócił, kiedy weszła Maggie, widząc nas ciągle stojących naprzeciwko siebie.
Był tak samo przerażony jak ja, lecz gdy nasze spojrzenia się spotkały, zrozumieliśmy się całkowicie bez słów.
-Cześć. Dean. - wyciągnął do mnie rękę. Uśmiechnęłam się tylko i usiadłam obok Axla, który od jakiegoś czasu wpatrywał się w sufit. Wiedziałam już, że to będzie ciężki wieczór.
  • awatar Świat MyLady: ej świetne :D
  • awatar Abducted: przeczytałam narazie tylko ten rozdział, ale zpaowiada się fantastycznie ! musze nadrobić 102 poprzednie rozdziały, alee co to dla pochłaniacza książek i opowiadań :D
  • awatar †σиє ѕтσяу†: Świetne,jak byś mogła zajrzyj do mnie jestem początkująca i pisze opowiadania ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
-Też tak myślałam. - westchnęłam.
-Ale zostałaś. - przysunął się i pocałował mnie delikatnie. - Cieszę się. Nie wolisz się położyć się normalnie?
Kiwnęłam głową próbując się podnieść, kiedy złapał mnie i zaniósł prosto na ogromne łóżko. Po drodze cały czas patrzył mi w oczy i uśmiechał się zagadkowo. Wszystko mnie bolało, nie mówiąc już o głowie, która wręcz mi pękała.
-Cholera. - syknęłam z bólu.
-Zaraz ci coś przyniosę. - mruknął czule, pocałował mnie w czoło i zniknął za drzwiami. Wrócił po kilku minutach z wodą cytrynową i tabletką.
Uśmiechnęłam się na jego widok. Nie odwzajemnił tego. Chciałam zapytać po co musiał wyjść, ale nie zrobiłam tego sama nie wiem czemu.
Spędziłam u niego jeszcze jedną noc. Był już znacznie mniej czuły i delikatny. Wróciłam rano taksówką – on płacił.

Przekraczając próg domu usłyszałam swoją współlokatorkę.
-Grace. - powiedziała ostro. - Gdzie byłaś?
-E... Z Axlem. - wymawiając jego imię przeszedł mnie dreszcz. - A co?
-Z Axlem. - powtórzyła oglądając mnie od stóp do głów. - Z Axlem.
-A tobie co?
-Ja, Grace, zaczynam inne życie.
-Taaak? - próbowałam ją zachęcić do dalszych wyjaśnień.
-Tak. - potwierdziła. Rzeczywiście, wyglądała dziś inaczej – była lepiej ubrana.
-Aaaa....Sponsora znalazłaś?
Obrzuciła mnie gardzącym spojrzeniem.
-Okej. Więc nowa miłość? - nie poddawałam się.
-Nie nowa.
-Prawnik. - skwitowałam.
-Prawnik... - powtórzyła cicho i zagadkowo. - Wychodzę.
Postanowiłam się trochę ogarnąć. Gdy skończyłam, usiadłam na kanapie, włączyłam telewizor i popijając herbatę nie myślałam o niczym. Czułam się wyjątkowo spokojnie. Carrie wróciła po kilku godzinach w znacznie gorszym stanie niż wyszła. Miała napuchnięte oczy i rozszerzone źrenice, a jej dokładna fryzura zamieniła się w kołtun. Na dzień dobry usłyszałam kilkukrotnie słowo „kurwa”, choć raczej to nie ja byłam odbiorcą – zdawało się, że blondynka w ogóle mnie nie zauważa.
Dopiłam herbatę, położyłam się w swoim dużym łóżku i patrzyłam w sufit. Z każdą minutą ogarniał mnie coraz większy spokój. Nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudził mnie kilkukrotnie wciśnięty dzwonek do drzwi.
Domyślając się, że Carrie nie otworzy, wstałam i skierowałam się do drzwi.
W progu stał jakiś młody chłopak, nie byłam pewna, czy jest pełnoletni. Włosy miał dość jasne, co dziwnie komponowało się z jego ciemnymi oczami. Był średniego wzrostu, dość chudy i miał wyraźnie zarysowaną szczękę. Wydawal mi się podobny do kogoś, ale nie potrafiłam tego dokładniej okreslić.
Patrzył tak na mnie, nie wiedząc co powiedzieć, machał rękami.
-Słucham. - uśmiechnęłam się do niego zachęcająco. Odetchnął z ulgą.
-Mieszka tu Carrie? - odważył się w końcu. „Mogłam się domyśleć”. Ciągle nie wiedział co ma zrobić z rękami.
-Tak, wejdź. - zaprosiłam go do środka.
W międzyczasie, gdy blondynka szykowała się do zejścia (kilka razy dało się usłyszeć „jeszcze chwila”), zdążyłam zamienić słowo z owym chłopakiem.
-To...skąd się znacie? - zapytałam.
-Ee.. - speszył się. - Przez mojego ojca tak właściwie. Carrie bywała u nas w sprawach zawodowych.
Stłumiłam śmiech i ukryłam zdziwienie. Myślałam, że wiem do czego jest zdolna moja współlokatorka, ale lepszej głupoty nie słyszałam chyba w życiu. Napiętą atmosferę przerwała sama blondynka, schodząc ubrana już bardziej w jej stylu. Uśmiechnęła się szeroko do chłopaka; ten widząc ją rzucił się niemal od razu, po czym zaczęli się głośno i namiętnie całować pod samymi drzwiami, nie zważając na to, ze mogę poczuć się niezręcznie.
 

 
Siedzieliśmy po dwóch stronach dużej, białej, półokrągłej wanny patrząc na siebie, słysząc nasze oddechy tak dokładnie przez echo i ciszę panującą w łazience. Zniżyłam wzrok pod wpływem jego odważnego, przeszywającego spojrzenia – był zadowolony z siebie i prawdopodobnie miał jeszcze w głowie obraz mnie rozpływającej się pod wpływem jego dotyku. Myślałam wtedy, ze oszalałam będąc teraz z nim po tym wszystkim, po tym jak mnie zostawił. Ta kobieta z telewizji...
Nie miałam odwagi o to zapytać. Bałam się jego wybuchowości i nie chciałam psuć tego, ze mogę go mieć w tej chwili.
-O czym myślisz? - zapytał w końcu wyrywając mnie z tego, co nie dawało mi spokoju. Przez sekunde zapragnęłam mu to wszystko wyjawić, jednak coś mnie powstrzymało, jak zawsze. Słysząc jego głos nie potrafiłabym odpowiedzieć. Uśmiechnęłam się tylko.
-Jesteś piękna. - szepnął i przysunął się do mnie, by móc mnie objąć. Cieszyłam się, że nie drążył tematu. Zatopiłam się w jego ramionach, wyjątkowo rozgrzanych, kiedy zadzwonił telefon.
-Odbierz. - odparłam lekko, kryjąc niepokój. Przez chwilę się wahał, po czym cmoknął mnie w policzek i wstał. Mogłam oglądać jego całe, męskie, nagie ciało, dopóki nie zniknął za drzwiami. Westchnęłam tylko sama do siebie, rozkładając się bardziej, czując odprężenie w gorącej wodzie.
-Muszę wyjść. - pojawił się nagle z ręcznikiem w ręku.
-Och... - poderwałam się z miejsca.
-Nie, nie. Możesz zostać. Niedługo powinienem być. Ewentualnie najpóźniej jutro rano.
W mojej głowie pojawiło się milion pytań. Chyba to zauważył, bo nagle sprostował:
-Nagrywanie. Z nimi jest opornie. Izzy znów się naćpa i chuj z tego będzie. A musimy to zrobić właśnie dziś, bo jutro mają jakieś plany.
-W porządku. - powiedziałam wstając.
-Zostań.
-Nie, naprawdę...
-Wrócę przecież. - powiedział ciepło.
Ten głos sprawił, że nie miałam wątpliwości co do tego, gdzie spędzę dzisiejszą noc.
Wychodząc powiedział, że mnie kocha i pocałował mnie tak, że nie potrafiliśmy oderwać od siebie rąk.
-Jak wrócę zajmę się tobą.
-Mhm. - przytaknęłam odurzona nim.
-Jeśli będziesz coś potrzebować, dzwoń. Obsługa jest dobra. Dadzą ci, co będziesz chciała.
-Ale...
-Potem się z nimi rozliczę. - przerwał mi. - Nie przejmuj się.

Leżałam na kanapie myśląc o nim, czując się dość specyficznie będąc sama w tak luksusowym apartamencie. Z drugiej strony mogłam uznać, że ktoś w końcu mnie docenił. Niestety dziwne uczucie nie dawał mi spokoju, więc zamówiłam sobie coś do jedzenia i wino. Musiało być cholernie drogie, bo miało cudowny smak. Chodziłam w kółko sprawdzając każdy kąt tego cudownego miejsca. Gdy skończyłam butelkę, usiadłam na parapecie i patrzyłam na miasto. Widok zapierał dech w piersi. Wszystko tutaj było takie idealne, przez co wręcz nierealistyczne. Tęskniłam za nim, z każdym swoim oddechem coraz bardziej. Nie mogąc dłużej wysiedzieć, dopatrzyłam się gramofonu i kilku płyt. Włączyłam jakiegoś bliżej nieokreślonego wykonawcę i zaczęłam tańczyć i biegać wszędzie. Zamówiłam sobie jeszcze jedną butelkę i czekoladę. Nie przestając tańczyć, powoli zaczęłam tracić kontakt ze światem. Zasnęłam półnaga na podłodze.
Ocknęłam się, gdy poczułam czyjeś ręce na swoim ciele.
-No ładnie. Ładnie się załatwiłaś. - usłyszałam śmiejącego się ze mnie Axla. Otworzyłam niepewnie oczy; pochylił się nade mną, a jego włosy łaskotały mnie po twarzy. Był tak blisko, że na chwilę straciłam oddech. Zaraz potem zrobiło mi się niesamowicie wstyd.
-Cholera. - wydusiłam z siebie tylko.
-Myślałem, że nie zostaniesz.
 

 
Mimo tego, że Axl nie pojawił się na drugi dzień i byłam w pełni świadoma, że tak się stanie, ciągle miałam nadzieję - w końcu powiedział mi, że mnie kocha. Szkoda tylko, że nie potrafił tego okazywać. Poza tym to tylko słowa, być może posłużył się nimi tylko po to, bym dała się przelecieć.
-Chcesz coś? - zapytała Carrie szykując się do wyjścia.
-Nie. - odpowiedziałam wiedząc, co ma na myśli.
-Oj, na pewno? Mam tak sama...?
-Trudno.
Westchnęła i wyszła, a silny wiatr sprawił, że drzwi zamknęły się z wielkim hukiem, aż przeszedł mnie niemiły dreszcz. Nie lubiłam, gdy było choć trochę zimniej niż zwykle. Kochałam lato, ciepło, słońce i plaże. Myśląc o tym ostatnim przypomniałam sobie, jak Axl zabrał mnie w pewne, ciekawe miejsce przed wyjazdem w trasę. Uśmiechnęłam się na tę myśl i sięgnęlam po papierosa, gdy naszła mnie ochota, by znów coś wziąć. Zdenerwowałam się i obiecałam sobie, ze nigdy wiecej. No przynajmniej na razie. Lecz gdy Carrie wróciła do domu i przyznała, że ma cos dla mnie mimo wszystko, nie mogłam odmówić. Odruchowo zrobiłam co trzeba, by móc zatopić się w błogim spokoju i sztucznej radości. Oszukiwanie siebie odpowiadało mi jak nic innego.
Leżałyśmy jak zwykle we dwie na kanapie, praktycznie na sobie i oglądałyśmy telewizję, nie zwracając uwagi na to, co właśnie tam leci, paląc papierosa za papierosem i czasem dostając ataku nieopanowanego śmiechu całkiem bez powodu.
Lubiłyśmy to robić razem, sama nie wiem czemu. Wydaje mi się, że byłysmy swoimi kokainowymi bratnimi duszami - wyjątkowo głupio to brzmi, ale tylko w jej towarzystwie czułam się w stu procentach wyluzowana robiąc cokolwiek, szczególnie biorąc narkotyki i sama nie wiedziałam, czy to rodzaj toksycznej, czy po prostu dobrej przyjaźni.
Gdy zadzwonił telefon, żadnej z nas nie chciało się podnieść. Ostatecznie zrobiła to Carrie i mętnie stwierdziła, że to do mnie. Podniosłam się i wolnym krokiem podeszłam, by złapac za słuchawkę.
-Co. - zabrzmiało to raczej jak stwierdzenie.
-Cześć, Grace. - usłyszałam głos Axla który sprawił, że żołądek wywrócił mi się do góry nogami.
-Cz-cześć.
-Dzwonię, żeby cię przeprosić za wczoraj. - zaczął oficjalnie. - Byłem głupi myśląc, że nikt nie zauważy mojego samochodu pod twoim domem. Te kurwy polują na mnie wszędzie i męczą mnie bardziej, niż kogokolwiek z zespołu.
-Rozumiem. - westchnęłam.
-Mówiłem, ze się odezwę więc się odzywam. Hotel Desert Palms, 745. Mam nadzieję, że przyjdziesz.
-Teraz?
-Byłbym zaszczycony.

Wychodząc z domu przypomniałam sobie, że nie wzięłam portfela i musiałam się wracać, by zdać sobie sprawę z tego, że mam go w kieszeni. Zdecydowanie pójście do Axla w takim stanie było złym pomysłem. Biegnąc uśmiechałam się do siebie, ciągle mając w głowie jego "mam nadzieję, że przyjdziesz" i nie przestając palić, ledwo łapałam oddech. Szybko wsiadłam do taksówki i chwilę później byłam już przy dużym, luksusowym hotelu. Zaczęłam się zastanawiać, jak ja właściwie tam wejdę i niepewnie otworzyłam wielkie drzwi wejściowe.
-Witam panią. - powiedział automatycznie, lecz życzliwie mężczyzna stojący w przejściu.
Wystrój tego miejsca był niesamowity. Podeszłam bardzo wolno do recepcji i zapytałam o nazwisko Rose. Na szczęście nikt nie wziął mnie za psychofankę i zostałam zaprowadzona dokładnie pod jego pokój. Zapukałam delikatnie.
-Pan Rose pani oczekuje, proszę wchodzić.
Tak więc pociągnęłam za klamkę i weszłam do najpiękniejszego pokoju, jaki kiedykolwiek widziałam. Wszystko było idealnie dopracowane pod każdym względem, aż zaparło mi dech w piersiach. Zrobiłam kilka kroków do przodu i ujrzałam Axla z Duffem siedzących przy stole, pijących prawdopodobnie whisky.
-Cześć. - mruknęłam. Duff spojrzał na mnie i sztucznie się uśmiechnął. Dopił zawartość szklanki i minął się ze mną w progu z dziwną miną.
-Co się stało? - zapytałam.
-Nic takiego, kochanie. Podejdź do mnie.
Zrobiłam parę kroków do przodu, po czym objął mnie w pasie. Odruchowo przylgnęłam do niego słysząc głośne bicie jego serca. Znów pachniał alkoholem i papierosami, ale wydawało mi się to na swój sposób pociągające.
-Tęskniłem za tobą. - powiedział i zanurzył twarz w moich włosach. - Cudownie pachniesz.
Po tych słowach zrobiło mi się dziwnie niedobrze i słabo.
 

 
Byłyśmy w domu bardzo późno. Pierwsza wbiegła Carrie i zaczęła się rzucać po podłodze, wyraźnie ekscytując się koncertem. Zamknęłam drzwi i położyłam się obok niej. Odruchowo zaczęłyśmy śpiewać jakąś dziwną piosenkę i sama nie wiedziałam, skąd znam słowa. Gdy się już zmęczyłyśmy, zapaliłyśmy ostatniego papierosa i każda poszła do siebie. Bardzo męczyłam się, gdy chciałam zasnąć; odczuwałam mdłości i kręciło mi się w głowie. W końcu jednak zasnęłam, niestety nie na długo.
Obudził mnie dzwonek do drzwi – najbardziej denerwujący dźwięk na świecie w takich momentach. Miałam ochotę go wtedy wyrwać.
-Carrie, otwórz! – krzyknęłam obojętnie. Na pewno był to ktoś od niej, tylko jej znajomi są tacy prymitywni, żeby przychodzić o tej porze. Nie odpowiadała jednak, więc byłam zmuszona wstać.
Powoli i ociężale skierowałam się w stronę drzwi. Zauważyłam, że pod domem stoi całkiem przyzwoity samochód. Wyglądał na drogi.. Przez chwilę zawahałam się. Ostatecznie podeszłam i pociągnęłam na klamkę.
W drzwiach stał nikt inny, jak sam Axl Rose. Wzięłam głęboki wdech. Wpatrywał się we mnie i nic nie mówił. Gdy zrobił krok do przodu i pochylił się nade mną, coś mnie ścisnęło za gardło.
Ciężko mi było uwierzyć w to, że był tutaj i stał naprzeciwko mnie ot, tak. Oblała mnie fala gorąca. Potem nawet nie wiem kiedy znalazłam się w jego ramionach, totalnie roztrzęsiona i nie rozumiejąca co właściwie się dzieje. Czułam jego oddech na sobie, jego ciepło i jego cudowny zapach – dopiero teraz zrozumiałam, jak bardzo mi tego brakowało. Jego usta zetknęły się z moimi. Smakował alkoholem i papierosami. Niespodziewanie poczułam łzy na swoich policzkach. Wziął mnie na ręce i o nic nie pytając, usiadł ze mną na kanapie. Nie chciałam się od niego odrywać. Trzymałam go z całej siły za szyję, gdy ciągle mnie całował, coraz bardziej namiętnie. Co chwila brakowało mi oddechu, nie potrafiłam myśleć o niczym innym.
-Grace… - wymamrotał wreszcie. Mój płacz uniemożliwiał mu całowanie. - Uspokój się, prosze.
Wzięłam głęboki wdech i zsunęłam się z jego kolan. Próbowałam się uspokoić, ale ciągle drżałam. Wygladał lekko w szoku, widząc moją reakcję. Chyba sądził, że albo go wyrzucę, albo od razu wylądujemy w łóżku. Sama nie wiedziałam co myśleć. Miałam ochotę zrobić mu awanturę, ale zamiast tego, w strachu przed tym, że zniknie, przylgnęłam do niego lekko.




Kiedy dotknął mojej piersi, na początku chciałam go odepchnąć. Czyżby tylko po to przyszedł? Lecz on widząc moje wahania, oderwał się ode mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
-Kocham cię, Grace.
Rozpłynęłam się pod wpływem jego głosu, jak i tego, co powiedział. Westchnęłam, jakby z ulgą i rzuciłam się na jego usta, nie pozwalając sobie na zastanowienie. To był bardzo silny impuls, jakiego nie doświadczyłam chyba nigdy. Przecież mógł kłamać, a jednak w jakiś sposób od razu mu uwierzyłam i poddałam się całkowicie. Wydawało mi się, że on też odczuwa ulgę móc w końcu mnie dotknąć i poczuć. Chcialam byc jak najbliżej niego, a on czuł to samo. Tej nocy zapomniałam o wszystkim.

Obudziły mnie dziwne hałasy. Otworzyłam niepewnie oczy i przypomniałam sobie o wczorajszym dniu. Leżałam wtulona w Axla, chłonąc jego zapach i ciepło. Chciałam dalej zasnąć, lecz niestety mi się nie udało. Delikatnie, niechętnie oderwałam się od niego, ubrałam się w pierwszą lepszą rzecz jaka leżała na podłodze i wyszłam z pokoju, przed tym dokładnie oglądając jego włosy rozrzucone na poduszce. Ogarnęło mnie niepohamowane uczucie spokoju.
Wychodząc ze swojej sypialni zauważyłam, że Carrie wpatruje się zdziwiona przez okienko w drzwiach.
-Co się... - nie dokończyłam. Przed moim domem stał tłum, jak się domyśliłam po aparatach fotograficznych, reporterów. Widząc mnie w oknie poderwali się trochę. Cofnęłam się przytłoczona tym widokiem. Poza tym byłam niekompletnie ubrana, a jeśli się nie mylę, zrobili mi kilka zdjęć.
-Axl jest u ciebie? - mruknęła Carrie jakby w transie.
Skinęłam głową w jej stronę, westchnęłam ciężko i zasłoniłam wszystkie okna. Tłum zaczął hałasować coraz bardziej.
-Grace. - usłyszałam chłodny głos za swoimi plecami.
Odwróciłam się i ujrzałam Axla, całkiem już ubranego i...gotowego do wyjścia.
-Wychodzisz? - mój ton głosu brzmiał nieco żałośnie.
-Przepraszam za to najście. - odparł odpalając papierosa.- Mogłem to przewidzieć.
Cmoknął mnie dość nieczule w policzek i wyszedł. Reporterzy zaczęli wykrzykiwać różne pytania; słyszałam odgłos robienia zdjęć i tego, jak odjeżdża swoim samochodem.
Carrie obojętnie skierowała się na górę. Ja natomiast oszołomiona postanowiłam wrócić do łóżka. Pościel nadal pachniała nim, co przypominało mi obrazy minionej nocy. Znów naiwnie uwierzyłam, że ze mną zostanie, że już będzie dobrze, że wszystko się wyjaśni, a on po prostu chciał się z kimś przespać. Nie wiem dlaczego ciągle byłam taka łatwowierna. Za wszelką cenę chciałam by był mój i tak naprawdę tylko o tym myślałam, ale to chyba był już koniec. Zmęczona tym wszystkim usnęłam niemal od razu.
Gdy wstałam byłam jeszcze bardziej śpiąca, a pierwszą myślą po przebudzeniu był właśnie on. Czułam się obolała psychicznie. W kuchni siedziała Maggie i dopiero wtedy zdałam sobei sprawę z tego, że przecież ona nadal tu mieszka.
-Cześć. - powiedziała do mnie. - Tutaj masz czynsz za poprzedni miesiąc.
Spojrzałam na nią nie do końca rozumiejąc o co chodzi. No tak, pieniądze. Skinęłam głową.
-I mam dla ciebie dobrą wiadomość.
-Słucham.
-Wyprowadzam się w następnym tygodniu. - uśmiechnęła się. - Znalazłam dla siebie coś małego.
-W porządku. - mruknęłam obojętnie.
-Wszystko okej? - zapytała.
-Taak.
Dziwne, że w ogóle zapytała zważając na to, że zapomniałam o jej istnieniu jakiś czas temu.
-Mam kogoś. - dodała nie kryjąc entuzjazmu.
 

 
Przed Guns N Roses grał jeszcze jeden zespół. Wydawali mi się najgorsi na świecie i irytowali mnie, zwracając uwagę na to, jak bardzo się niecierpliwiłam. W tłumie zauważyłam znajomą mi dziewczynę i trochę zdziwiona, nie do końca pewna czy to ona, ruszyłam w jej stronę. Carrie za mną.
-Stella!. – przywitałam się z nią i uniosłam rękę, kiedy rzuciła mi się na szyję.
-Cześć, Grace! Co u ciebie? – zapytała rozentuzjazmowana, krótkowłosa brunetka.
-Hmm, no… - zaczęłam się jąkać czując działanie dziwnych tabletek. – Dobrze.
-U mnie też. – spojrzała na mnie trochę z politowaniem.
-Właściwie to czemu nie jesteś z nimi za sceną? – zapytałam rzeczywiście tym zainteresowana.
-Byłam tam całą trasę. Znudziło mi się! Stąd inaczej widać. – uśmiechnęła się. Poczułam złość myśląc o tym, że Axl nie chciał mnie zabrać. Przygryzłam wargę. Chyba to zauważyła, bo widocznie się speszyła. Spojrzałam na Carrie żałośnie, a ona wywróciła oczami i zaczęła przedrzeźniać Stellę za jej plecami. Skarciłam ją wzrokiem, gdy muzyka ucichła, a wraz z nią jakby przestało bić mi serce.
Gdy zapowiedzieli Gunsów dopiero poznałam co to znaczy dłużenie się czasu. Tłum zaczął naprawdę szaleć, niektórzy strasznie się przepychali, inni krzyczeli coś niekoniecznie kulturalnego. Zakręciło mi się w głowie i uśmiechnęłam się słabo do Carrie.
-Co ty mi dałaś…? – westchnęłam, delikatnie lecąc na nią.
-Kurwa, nie rób przypału. – warknęła klepiąc mnie po policzku. Jak widać, zawsze mogłam liczyć na jej „troskę”.
-Dobrze się czujesz, Grace? – zapytała Stella. – Może chcesz wody?
Wyjęła ze swojej torebki (z resztą bardzo ciekawej, zawsze wyglądała dość ciekawie) butelkę wody i podała mi ją. Z grzeczności wypiłam trochę i zaczęłam sobie wmawiać, że czuję się lepiej. Trochę poskutkowało.
-No więc, fajnie jest tak jechać w trasę? – obojętny nastrój zaczynał mnie ogarniać. Odechciało mi się tu stać, odechciało mi się Axla. Zaczęłam się ironicznie uśmiechać.
-Och, tak. – przyznała. – Świetne doświadczenie, choć trochę to męczące, no i chłopaki jak sama wiesz, nie należą do ludzi… Przeciętnych. Było trochę z nimi problemów.
-Hehe, no tak. – zachichotałam. – Narkotyki, groupies i te sprawy.
Stella spojrzała w podłogę smutno, po czym uśmiechnęła się do mnie sztucznie. Nawet taką dobrą osobę musiałam urazić.
-Nie no.. – próbowałam to jakoś naprawić. – Na pewno Izzy jest inny.
Spojrzała na mnie bardzo poważnie.
-Chcemy się wybrać na jakąś terapię, wiesz… - mówiła trochę ciszej. – On ma problemy z narkotykami… Sam nie da sobie rady, a ja już mu pomóc nie potrafię.
-Och… - mruknęłam zmieszana. Cholera, nie potrafię rozmawiać z ludźmi.
Carrie przyglądając się nam z większego dystansu, widząc jak bardzo próbuję się zaangażować w poważną rozmowę, pękała ze śmiechu. Poczułam straszną złość do niej i myślałam nawet przez chwilę, że wywalę ją z domu. Oczywiście był to tylko mój głupi impuls.
Nagle światła zgasły, wszyscy zamarli, po czym zorientowali się, że to już.
Chłopaki wychodzili na scenę po kolei, oczywiście Axl na końcu. Nie byłam w stanie go dobrze zobaczyć, bo cały czas rozmazywał mi się obraz i zastanawiałam się, czy przypadkiem mi się to nie śni. Słysząc jego głos stwierdziłam, że… nie jest aż taki super. Tak, to było dziwne. Tak samo, gdy w końcu mogłam go dostrzec. Nie wyglądał zbyt dobrze i nagle emocje opadły. Chciałam tylko, żeby mnie zauważył i czasem wydawało mi się, że na mnie zerka. Stella wyraźnie czuła ich muzykę, ja natomiast nie czułam nic. Stałam nieruchomo, a Carrie tańczyła przy mnie, nie zwracając uwagę na nic.
Koncert minął tak szybko, jakby ktoś pstryknął palcami. Zaczęłam szykować się do wyjścia, kiedy ktoś złapał mnie za ramię.
-O boże, Grace, chcesz już wychodzić? – pisnęła Carrie. – Przecież on czeka na ciebie tam, na pewno!
-Nie sądzę, że mnie zauważył.
-Jak nie?! Na pewno zauważył! – paplała bez zastanowienia.
-Grace ma racje. – powiedziała Stella przypominając o swoim istnieniu. – Ze sceny prawie nic nie widać. Małe szanse, że cię dostrzegł…
-No cóż, trudno się mówi. – machnęłam ręką. – Wychodzimy, miłego dnia, Carrie chodź tu…
-Jeśli chcesz, wpuszczą cię ze mną. – powiedziała brunetka.
-Nie chcę. – byłam bardzo zdecydowana. – Carrie, chodź tu!
Blondynka ciągle tańczyła, chociaż nie było już muzyki. Wzięłam ją za rękę i wypchnęłam na zewnątrz.
 

 

97.

-Dean. – powiedziałam niespodziewanie po dłużej przerwie.
-Co: Dean? – zapytała rozkojarzona Carrie.
-On mnie nie chce. – westchnęłam.
-Według mnie oszalał na twoim punkcie.
-Tak sądzisz?
-To widać.
-Jest taki ułożony… - zamilkłam na chwilę przypominając sobie jego wszystkie słowa.
-To źle? – zdziwiła się.
Wzruszyłam ramionami i wróciłam do zapadania się w nicość.

Gdy rano się ocknęłam, obiecałam sobie w duchu, że już nigdy nie wezmę. Przespałam cały dzień, a gdy się wieczorem przebudziłam, nie mogłam już wytrzymać, by nie zadzwonić do Deana. Myśl, że między nami nie jest spokojnie irytowała mnie i dręczyła. Niestety, nie odbierał. Przypuszczałam, że gdzieś wyszedł. Może do mnie? Chciałam, żeby tak było. Niestety tego dnia nikt nie zapukał do naszych drzwi prócz dziwnie milczącej Maggie.
Przenosząc się ostatecznie do sypialni Josephine, która stała się wtedy moją, odczuwałam dziwny niepokój. Minął on jednak, gdy odkryłam, że jest tam po prostu wygodnie. Chyba nigdy w życiu tak się nie wyspałam.
Dean nie odzywał się kilka następnych dni. Dziwnie mi go brakowało, przez co nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Gdy postanowiłam kupić bilety na koncert Axla okazało się, że Carrie już to zrobiła.
-Bałam się, że zabraknie. – powiedziała i uśmiechnęła się do mnie.
W dniu imprezy modliłam się, by Dean jednak dziś się nie pojawiał. Szykowałam się praktycznie od rana, co chwila się przebierając i zmywając makijaż. Z nerwów myślałam, że zwymiotuję i nawet mało brakowało – wyrwał mnie z tego stanu dzwonek do drzwi. W progu stanął Dean, obejrzał mnie dokładnie i spojrzał mi prosto w oczy. Ironiczny uśmiech mówił sam za siebie. On wiedział… Nagle jakbym uświadomiła sobie co właściwie jest za dzień i co się dziś wydarzy. Chciałam mu coś odpowiedzieć, ale totalnie mnie zatkało. Spuściłam wzrok. Gdy odchodził, nawet nie próbowałam go zatrzymać, a kiedy zamknęłam drzwi usłyszałam pisk opon. Zdenerwowana podbiegłam do okna. Ktoś z samochodu krzyczał na Deana różne wyzwiska, on natomiast kopnął samochód, który prawie go potrącił.
Myślałam wtedy tylko o tym, jak bardzo zniszczyłam mu życie. Jak bardzo wpływałam na jego decyzje, jak wiele dla mnie zostawił i jak starał się mnie „naprawić”, a ja z tego nie skorzystałam. Może jednak aż tyle dla niego nie znaczyłam? Dziś nie potrafiłam tego żałować. Dziś liczyło się tylko jedno.
Wyszłyśmy z domu dość późno wiedząc, że muzycy zawsze się spóźniają. Przed wejściem do lokalu dokładnie sprawdzali bilety i przeszukiwali, czy nie mamy przy sobie nic niebezpiecznego. Czułam jak poziom adrenaliny mi się podnosi z każdą minutą coraz bardziej.
Pomieszczenie było ogromne, jakby w surowym stanie, a na pierwszym planie znajdowała się duża scena. Po lewej stronie był tak samo wielki bar, przy którym siedziało już mnóstwo osób.
-Słabo mi. – jęknęłam do Carrie.
-Jeśli chcesz, to mam coś na rozluźnienie… - zaczęła.
-Nie. – przerwałam jej. – Napiję się czegoś.
Podeszłyśmy do jednego ze stoisk i poprosiłyśmy o mocne drinki. Po wypiciu dwóch czułam się już nieco lepiej, choć nie do końca tak, jakbym chciała. Mimo wszystko nie miałam ochoty na mocniejsze środki. Chciałam być w pełni świadoma i nie zrobić przypadkiem czegoś głupiego.
Gdy zauważyłam, że ludzi jest coraz więcej, zaczęłam mieć wątpliwości, że Axl w ogóle będzie w stanie mnie zauważyć. Westchnęłam zrezygnowana.
-Dawaj to. – mruknęłam do Carrie. – Bo zaraz zwariuje.
Wrzuciła mi jedną, podejrzaną tabletkę do drinka.
-Tylko jedną?
-Jest mocna. – zapewniała mnie.
-Dawaj drugą.
Wrzuciła kolejną. Gdy się rozpuściły, przechyliłam wszystko na raz i niemal do razu poczułam dziwne mrowienie.
 

 

96.

Szłyśmy w milczeniu ciężko powiedzieć dokąd. Uspokoiłam się już. Czułam jak drętwieją mi dłonie i jak ciężko jest mi robić kolejny krok. Zatrzymałam się na chwilę i oparłam o ścianę jakiegoś baru.
-Grace, daj spokój – jęczała Carrie. – Spóźnimy się.
-To gdzie ty się z nim umówiłaś? – zirytowana oderwałam się od ściany i ruszyłam za nią.
-Jeszcze kawałek.
Niestety odległość, która miała być „kawałkiem”, dłużyła się niesamowicie. Gdy w końcu doszłyśmy na miejsce, czekałyśmy tam jeszcze około dziesięciu minut. Byłam zmęczona i rozdrażniona. Siedząc na krawężniku myślałam o tym, czy iść na koncert Axla.
W końcu pojawił się wysoki mężczyzna z rozczochranymi włosami i bystrymi, niebieskimi oczami. Zmierzył nas wzrokiem i uśmiechnął się widząc blondynkę.
-Masz? – zapytała nieco zdenerwowana.
-Hm. Mam. – mruknął i podniósł brew do góry. – A ty? Co masz?
-Wiesz, nie mam dziś kasy, ale… - zaczęła się jąkać, kiedy podszedł do niej i objął ją w pasie.
-Nie musisz płacić. – szepnął jej wprost do ucha. Byłam otumaniona i ciężko było mi ocenić sytuację. Carrie wyglądała, jakby wahała się przez chwilę, a potem uśmiechnęła się szeroko.
-Grace, poczekasz? – skierowała się do mnie zimnym tonem. Zrozumiałam o co chodzi i chciałam zaprotestować, ale odeszła szybciej, niż się zorientowałam. Poszli w jakąś ślepą uliczkę.
„Czy to jest to, co myślę, czy może odpieprza mi od tych prochów?” – myślałam skubiąc swojego trampka i rysując na piasku dziwne rysunki. Nie chciałam, żeby było tak, jak przypuszczałam, ale w głębi duszy wiedziałam – Carrie prześpi się z tym kolesiem tylko po to, by dostać kilka działek. To było straszne, ale nie chciałam teraz o tym myśleć. Uśmiechałam się głupio do chodnika i myślałam przez chwilę o Deanie. Chciałam do niego zadzwonić, ale wiedziałam, że to nie jest zbyt dobry pomysł.
Nie wiem ile minęło czasu, kiedy Carrie wróciła, poprawiając sobie bluzkę. Dziwny chłopak puścił jej oczko i poszedł w swoją stronę. Spojrzałam na nią pytająco. Spuściła głowę ściskając coś w dłoni.
-Chodźmy stąd. – powiedziała cicho.
Gdy byłyśmy znów w domu zauważyłam, jak wielki panuje tu bałagan. Maggie próbując go sprzątnąć, tworzyła jeszcze większy chaos. Niestety, w tym momencie było mi wszystko jedno. Rzuciłam się na kanapę i oddychałam głęboko, uśmiechając się do sufitu. Było mi zimno, ale ignorowałam ten fakt. Myślałam o tym, jak miło byłoby, gdyby Dean tu był i akceptował to, że czasem coś wezmę. Chciałam, żeby kiedyś wziął ze mną, ale nie mogłam go do tego zmusić. Wiedziałam, że jeśli go jeszcze kiedyś zobaczę, to nie ma opcji, że go na to namówię. Westchnęłam i rozkoszowałam się wspaniałym uczuciem, że wszystko jest tak, jak powinno być.
-Maggie? – usłyszałam głos Carrie. – Chcesz coś na rozluźnienie?
-Nie. – mruknęła. – Nie tykam się tego. Poza tym zaraz wychodzę.
-Spoko, więcej dla nas.
Położyła się obok mnie i patrzyła długo w sufit. Miałam wrażenie, ze dokładnie widzę, jak rozszerzają jej się źrenice.
-Masz papierosa? – zapytałam, gdy nagle naszła mnie ochota, by zapalić.
Skinęła głową i wyjęła paczkę z kieszeni.
Zaciągając się dymem myślałam o Axlu. Byłam pewna, że pójdę na jego koncert, a mimo to nie zdawałam sobie sprawy z tego, że w końcu go zobaczę. Uśmiechałam się na myśl o jego włosach i oczach, o jego głosie i specyficznym zachowaniu. Był całkiem inny niż Dean; trudny do zrozumienia i intrygujący. Westchnęłam znowu na myśl o tym, że znów kiedyś moglibyśmy wylądować w łóżku.
-Myślisz o Axlu? – usłyszałam nagle pytanie.
-No. Chciałabym go zobaczyć.
-Na pewno go zobaczysz. Musimy wykombinować kasę na bilety, nie ma opcji.
-No. Nie tylko chciałabym go zobaczyć. – zachichotałam.
-A co jeszcze? – spojrzała na mnie zainteresowana.
-Aaa… Dużo rzeczy.
-Nie wątpię.
-Myślisz, że jeszcze kiedyś by mnie chciał? – rozmarzyłam się.
-A kto by cię nie chciał?
 

 

95.

„Nienawidzę go” – pomyślałam tylko i podeszłam do parapetu, by wziąć kolejnego papierosa. Zrobiło mi się niedobrze, gdy zapaliłam trzeciego z kolei. Zamykałam okno, gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę. – szepnęłam. Blondynka weszła do pokoju i nic nie mówiąc, usiadła niedaleko łóżka. Patrzyła beznamiętnie przed siebie.
-Masz moje papierosy. – powiedziała cicho.
-Tak, przepraszam, spaliłam kilka… - zrobiło mi się głupio, gdy zorientowałam się, że przecież nie były moje.
-Nie ma sprawy.
Siedziałyśmy tak dłuższy czas w milczeniu. Domyśliłam się, że Carrie także zorientowała się, że John jest u nas w domu. Nie była smutna – po prostu zirytowana. Jej mina mnie przerażała. Z obojętnej zmieniała się na złą.
-Po chuj on tu przylazł? – powiedziała, kiedy Dean zaczął powoli się budzić. Widząc to wstała. – Zostawić ci papierosa?
-Cześć dziewczyny. – mruknął zdezorientowany brunet i usiadł, zakrywając się kołdrą. Kiedy go zobaczyłam, zrobiło mi się cieplej. Sięgnęłam po papierosa. -A ty znowu palisz?
Spojrzałam na niego przepraszająco. Kiedy drzwi się zamknęły, weszłam pod kołdrę i wtuliłam się w jego nagie ciało.
-Śpij.. – szepnęłam widząc, jak zamykają mu się oczy.
-Coś się stało? – zapytał obejmując mnie.
-Nie. Śpij.
-Jak sobie życzysz…

Gdy rano wstałam, czułam się najgorzej na świecie, przez co pokłóciłam się z Deanem. Wyszedł bez słowa, wściekły jak nigdy. Poszło o jakąś głupotę, właściwie to z mojej winy – wyżywałam się na nim od rana, dopóki nie wzięłam kolejnej działki. Nie chciałam tego robić przy nim, ale nie mogłam wytrzymać w takim stanie ani minuty dłużej. Jeszcze przed tym, jak poczułam ulgę wpadłam na wychodzącego Johna. Obrzuciłam go złowrogim spojrzeniem. Uśmiechnął się do mnie z góry i wyszedł.
-Grace… - usłyszałam pokrzywdzony głos Maggie. – Możemy pogadać?
-Nie. – odpowiedziałam nawet na nią nie patrząc. Wbiegłam na górę i położyłam się na łóżku paląc papierosa, gdy zaczęłam czuć się lepiej. Moje myśli całkiem wyparowały, więc postanowiłam zajrzeć do Carrie.
Zapukałam do jej drzwi, ale nikt nie odpowiedział. Weszłam do środka widząc blondynkę leżącą pod kołdrą.
-Śpisz? – zapytałam podchodząc bliżej.
-Już nie. Umieram. – westchnęła. – Chyba nie wstanę. Zostało ci coś…?
-Niestety nie.
-Podaj mi słuchawkę… - wskazała na telefon leżący na stoliku, kilka centymetrów od jej głowy.
Szybka rozmowa i wszystko załatwione. Z trudem wstała i od razu skierowała się pod prysznic. Wyszła po niecałych 10 minutach już całkiem wyszykowana.
-Wychodzę na chwilę. – mruknęła poprawiając sobie dekolt.
-Mogę z tobą? – zapytałam, wiedząc, że sama zanudzę się na śmierć.
Obrzuciła mnie szybkim spojrzeniem.
-No chodź.
Zarzuciłam na siebie bluzę i wyszłyśmy. Na szczęście Maggie nie prosiła o rozmowę. Odetchnęłam z ulgą czując świeże powietrze.
-Mam nadzieję, ze nam da na kreskę. – powiedziała. – Chyba, że masz jakąś kasę.
Potrząsnęłam przecząco głową mimo tego, że sama nie wiedziałam. Blondynka zaczęła mi się przyglądać.
-Zostawiłaś sobie na rano, a mi nie? – jęknęła.
-Właściwie to… wiesz… - nie mogłam się wysłowić. – Tak jakoś…
Poczułam, że uderzam w coś głową. Otworzyłam szeroko oczy, widząc Axla.
-No tak, wpadaj jeszcze na słupy! – irytowała się Carrie. – Co…
Zamilkłyśmy obie przyglądając się ogromnemu plakatowi. Na samej górze widniał wielki napis „GUNS N’ ROSES” oraz data i miejsce koncertu z dopiskiem „wielki powrót”. Zaparło mi dech w piersiach i poczułam zimny dreszcz. Nieświadomie dotknęłam plakatu i zaczęłam się nerwowo śmiać.
-Czyli kiedy to? – zapytała cicho blondynka.
-Zdaje się, że… Za tydzień.
-I nic wcześniej nie wieszali? – jednym zdecydowanym ruchem zerwała plakat.
 

 

94.

Znów tonęliśmy w długim i namiętnym pocałunku, nie mogąc przestać się dotykać i napierać na siebie. Mimo tego, że byliśmy tak blisko ciągle czułam, że jest zły na mnie. Był mniej delikatny niż zwykle i nie do końca zwracał uwagę na to, czy mi odpowiada to, co robi. Chciał się wyżyć. Podobało mi się to.

Leżałam wtulona w jego klatkę piersiową i słuchałam jak jego serce powoli zaczyna bić umiarkowanie. Nadal oddychał ciężko i trzymał mnie dość mocno w swoich objęciach.
-Ciągle jestem na ciebie zły. – powiedział w końcu. – Nie myśl sobie…
Uśmiechnęłam się szeroko nie móc się powstrzymać.
-Cholernie mnie zmęczyłaś. – dodał po dłuższej chwili i niemal od razu zasnął. Zapewne tez bym to zrobiła, gdyby nie fakt, że ciągle czułam działanie prochów. Leżałam tak wpatrując się to w sufit, to w okno, gdy w końcu nie móc usiedzieć na miejscu wstałam i podeszłam do okna. Z dołu ciągle słychać było muzykę. Wychyliłam się i spojrzałam w dół. Uwielbiałam noc, a szczególnie ulice słabo oświetlanie latarniami. To wszystko miało swój urok, którego nie potrafiłam opisać.
Nagle poczułam, że ktoś mnie obserwuje.
-Grace? – zdziwiła się Carrie wyglądając z pomieszczenia obok.
-Niezły zbieg okoliczności. – zachichotałam. Widząc, jak odpala papierosa poczułam, że też mam ochotę zapalić.
-Poczęstujesz mnie? – zapytałam.
-A złapiesz?
Rzuciła we mnie paczką papierosów, z czego jeden spadł na dół. Resztę na szczęście złapałam. Zaciągnęłam się mocno dymem i spojrzałam na blondynkę.
-Carol poszedł?
-Śpi. – mruknęła starając się zachować obojętny ton. – Jak zabity.
-Czuję, że nie usnę do rana…
-Ja też. – uśmiechnęła się do mnie znacząco. – Zaraz powiem wszystkim, żeby sobie poszli. Dean jest?
-Śpi. – odpowiedziałam.
-Faceci są słabi.
Westchnęłam wiedząc, że ma rację. Bardzo łatwo było ich przeciągnąć na swoją stronę. Przez chwilę pomyślałam o Axlu – czy on też był za słaby, by wziąć mnie ze sobą? A może po prostu nie czuł do mnie tego, co ja do niego? Jedno było pewne – musiałam przestać zaprzątać sobie nim głowę, skoro i tak nic nie wskazywało na to, że wróci. A jeśli wróci… To przecież nie do mnie. Po takim czasie na pewno byłam mu obojętna. Odszedł z własnej woli.
Myśli tak mnie pochłonęły, że nie zauważyłam nawet, kiedy Carrie schowała się z powrotem do pokoju. Ciągle miałam w rękach jej paczkę, więc zapaliłam jeszcze jednego. Niedługo po tym zauważyłam, że Maggie mija się z gośćmi w przejściu. Dobrze, że już wychodzili, miałam dość tego hałasu.
Zeszłam na dół i wypiłam trochę drinka, którego zostawiłam wcześniej. Ku mojemu zdziwieniu nie panował tu taki bałagan, jakiego mogłabym się spodziewać. Wszystkie śmieci zabrali ze sobą.
-Będziesz musiała spać gdzieś tutaj. – zwróciłam się do rudej.
-W porządku. – uśmiechnęła się do mnie i położyła się na kanapie.
-Jutro się przeniosę.
Dopiłam drinka i poczułam się senna. Gdy wsuwałam się pod kołdrę, Dean mruknął coś pod nosem i przytulił mnie mocno do siebie. Był niesamowicie ciepły, przez co zasnęłam niemal od razu.
Przebudziło mnie skrzypienie drzwi wejściowych. Słyszałam je przez to, ze okno było wciąż otwarte. Myślałam, że jest ranek, ale gdy otworzyłam oczy, ciągle było ciemno. Spojrzałam na zegarek – dochodziła trzecia w nocy. Westchnęłam ciężko i postanowiłam zejść na dół, by sprawdzić kto to. I tak chciało mi się pić.
Przeciągnęłam się i zaczęłam schodzić na schodach, po czym sparaliżowało mnie. Nieświadomie zakryłam ręką usta. Czy mój mózg mnie oszukuje?
W przejściu stały dwie osoby. Wysoki brunet trzymał swoich objęciach Maggie, która cała się trzęsła i okropnie, lecz cicho, płakała. Chciałam się wycofać, ale nie mogłam. Mężczyzna podniósł głowę… i spotkaliśmy się wzrokiem.
Jego stalowe oczy przeszyły mnie na wylot. Myślałam, że uśmiechnie się ironicznie, a właściwie to liczyłam na to, by móc wywalić go z domu. Nic takiego nie nastąpiło. Był cholernie poważny i nie wypuszczał Maggie z objęć. Nie odrywał ode mnie swoich oczu, co zirytowało mnie i już miałam się odezwać, gdy przyłożył palec do swoich ust. A więc kazał mi milczeć.
Odwróciłam się na pięcie i weszłam z powrotem na górę, nie mając pojęcia co robić. Ciężko oddychając wzięłam łyk wody z kranu.
 

 

93.

-Będziesz mnie musiał nosić, jak wypiję jeszcze choć trochę. – odstawiłam szklankę, którą mi podał. Alkohol na przemian z narkotykami nie jest nigdy dobrym pomysłem. Uśmiechnął się do mnie i wypił trochę swojego drinka.
-Od kiedyś jesteś taka rozsądna? – przysunął się i złapał mnie za pośladek.
-A ty od kiedy taki odważny? – czułam, jak moje zaczyna szybciej bić. Spuściłam wzrok w obawie, że końcu się zorientuje.
-To twoja wina… A może zasługa? – zdawało mi się, że jest coraz bliżej. Przypomniałam sobie słowa Carrie i uśmiechnęłam się szeroko. Pocałowałam go szybko i zdecydowanie, a on pogłębił ten pocałunek.
Staliśmy tak długo, rozbierając się wzrokiem. Chciałam przedłużyć tą chwilę; chciałam, żeby nigdy się nie skończyła. Krew w moich żyłach płynęła tak szybko, jakby miała za chwilę eksplodować. Robiło mi się gorąco i zimno na przemian, do tego przeszywały mnie miłe dreszcze. Nie miałam pojęcia, czy to zasługa Deana, czy może narkotyków i nie obchodziło mnie to. Bawiłam się idealnie stojąc po prostu naprzeciwko niego, ledwo wytrzymując, by nie zedrzeć z niego ubrań. On niestety nie był tak cierpliwy jak ja. Całkiem mnie zaskakując, wziął mnie na ręce. Nie miałam siły się sprzeciwiać. Roześmiałam się głośno i odchyliłam głowę do tyłu. Kiedy wchodziliśmy na górę, spotkałam się ze wzrokiem Carrie. Puściła mi oczko i zniknęła gdzieś za rogiem.
Gdy wylądowałam na łóżku, poczułam mrowienie na całym ciele. Okno było otwarte na oścież, przez co kołdra zdawała się być zimna. Chwile potem zobaczyłam twarz Deana nad sobą. Wsunął ręce pod moją bluzkę i pocałował mnie.
-Jesteś taka piękna. – szeptał, gdy próbował rozpiąć mi stanik. Gdy przypomniałam sobie, co w nim mam, zrobiłam delikatny unik. Spojrzał na mnie zdziwiony i jednocześnie przejęty.
-Nie chcesz żebym rozebrała się dla ciebie? – zapytałam figlarnie i wstałam z łóżka lekko się chwiejąc. Otworzył szeroko oczy.
-Grace…
Nie miałam wyjścia. Zaczęłam delikatnie kołysać się do cichej muzyki, która płynęła z dołu. Zamknęłam oczy, by mniej się stresować. Trochę trzęsły mi się nogi. Powoli, najbardziej zmysłowo jak potrafiłam zdjęłam z siebie bluzkę, a potem stanik, w którym była paczuszka. Obie te rzeczy rzuciłam w kąt mając nadzieję, że Dean tego nie zobaczy. Potem znów wkręciło mi się tańczenie i nie mogłam przestać kręcić biodrami. Czułam jak jego wzrok mnie przenika. Zniecierpliwiony podszedł do mnie i położył moje ręce na swoim torsie.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo cię pragnę. – szepnął i przycisnął mnie do siebie mocno. Wiedziałam. Popchnęłam go delikatnie na łóżko i położyłam się na nim. Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę, gdy nagle oderwał się ode mnie i spojrzał mi głęboko w oczy. Zamarł i odsunął się.
-Nie wierzę. – szepnął. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Zorientował się. Poderwał się na nogi zostawiając mnie prawie całkiem nago i zaczął nerwowo chodzić po pokoju. Byłam zła, że nie dokończył tego, co zaczął. Miałam ochotę uderzyć go w twarz, ale wiedziałam, że to skutki tego, że wzięłam. Westchnęłam ciężko i poczułam niemiły chłód na całym ciele.
-Dlaczego to zrobiłaś? – jego głos stawał się coraz bardziej twardy. – Kurwa, Grace. Dlaczego? Nie potrafię cię zrozumieć. Przecież tego nie potrzebujesz. Myślałem, że mam na ciebie jakiś wpływ, że coś dla ciebie znaczę…
-Znaczysz. – mruknęłam zbyt obojętnie.
-Nie, nie znaczę. Niszcząc siebie, niszczysz też mnie. Rozumiesz? Myślałem, że o tym wiesz.
Milczałam słuchając jego monologu i zrobiło mi się trochę przykro. Nie chciałam, żeby odchodził, nie teraz. Chcąc go zatrzymać za wszelką cenę, rozpłakałam się. Na początku były to zły wymuszone, potem jednak naprawdę poczułam się żałośnie.
-Przestań. – powiedział nieco spokojniej. Nie słuchałam go. Zwinęłam się w kłębek i szlochałam coraz bardziej. Kątem oka zauważyłam, że czuje się zakłopotany. Nie musiałam długo czekać, by podszedł do mnie. Wtuliłam się w niego niemal od razu, gdy tylko położył swoją dłoń na moim ramieniu. Westchnął i zaczął głaskać mnie po głowie.
-Przepraszam. – szepnął. – Staram się ciebie zrozumieć, ale jest to cięższe niż myślałem. Chciałbym ci pomóc… Żebyś to rzuciła raz na zawsze. Chciałbym pokochać twoją inność.
To co mówił, zaczęło do mnie docierać. To dziwne, kiedy ktoś przeprasza cię za to, że to ty spieprzyłeś sprawę. Raniłam go i wiedziałam, że nadal będę to robić. To bolało. A jednak coś sprawiało, że nie potrafiłam pozwolić mu odejść. Uspokoiłam się nieco czując na sobie jego promieniujące ciepło.
Odruchowo pocałowałam go w usta, a on odwzajemnił to. Gdy przejechał delikatnie dłonią po mojej ciągle nagiej skórze, przeszył mnie dreszcz.